CZYNNIK AMBICJONALNY W WYCHOWANIU
W procesie wychowania poważną rolę odgrywają ambicje rodziców, chociaż większość postaw rodzicielskich na ogół wyprowadzamy z ich zaangażowania uczuciowego. Ta tendencja upraszcza i zaciemnia rzeczywiste motywy postępowania rodziców. Przeprowadzenie ścisłych podziałów w sferze rodzicielskich motywacji jest trudne, często wręcz niemożliwe. Tym niemniej konieczne jest rozeznanie, jakie czynniki w określonych sytuacjach mają znaczenie dominujące. Dopiero wówczas można podejmować rzeczową analizę funkcjonowania rodziny jako środowiska wychowawczego.
Czynnik ambicjonalny szczególnie jaskrawo uwidacznia się w takich sprawach, jak:
zapewnienie rodzinie materialnej strony warunków życia,
wyobrażenia o dziecku i jego możliwościach,
wiązane z dzieckiem oczekiwania,
sposób oceniania dziecka na tle innych dzieci. Przy omawianiu wychowawczego funkcjonowania rodziny coraz częściej nawiązuje się do spraw związanych z materialną stroną egzystencji. Jest to uwarunkowane wieloma względami:
w ciągu minionego trzydziestolecia warunki naszego życia ulegały stopniowo korzystnym zmianom i jakkolwiek nadal słyszy się narzekania na trudności materialne, można z całą pewnością powiedzieć, że standard życia rodzin zdecydowanie się podniósł. Wyższy standard życia, jego stabilizacja,, wzrost poziomu wykształcenia społeczeństwa inaczej kształtują nasze potrzeby, wymagania i aspiracje. Z tego punktu wi-
dzenia każdy może stwierdzić, że brakuje mu jeszcze wielu rzeczy, że skromne środki finansowe udaremniają mu realizację jakichś osobiście ważnych dążeń czy zamierzeń.
Zasadniczej zmianie uległy kryteria oceny tego, co nazywamy dobrą lub złą sytuacją materialną. Społeczeństwo zamożniejsze stosuje inną miarę własnego stanu posiadania, szczególnie że nieuniknione zróżnicowania sytuacji indywidualnych wzmacniają tendencje do dorównania innym. Są to prawidłowości pozytywne z punktu widzenia ogólnego rozwoju społecznego pod warunkiem, że orientacja na poprawianie własnej sytuacji materialnej nie zdominuje wszystkich dążeń człowieka i nie stanie się celem samym w sobie, jedyną wartością.
Dorosły człowiek dobrze wie, jaką rolę odgrywają środki materialne, ale wie również, chociaż nie zawsze o tym pamięta, że nie można za nie nabyć wielu równie dla niego cennych rzeczy: czyjegoś uczucia, przyjaźni, trwałej satysfakcji wynikającej z poczucia własnej przydatności i wartości.
Rodzice w zasadzie powinni wiedzieć, jak szkodliwa może być nadmierna koncentracja na sprawach materialnych, ponieważ sami niekiedy narzekają na dzieci, że „wszystkiego im mało".
Praktyka wychowawcza wykazuje, że na doświadczenie dorosłych nie zawsze można liczyć. Gdyby chroniło ono przed błędami, nie rejestrowalibyśmy zjawiska nadkompensacji w zakresie zaspokajania potrzeb materialnych dzieci. Poza miłością do dziecka wchodzą tu jeszcze w grę następujące czynniki: ambicja dorosłych, ich osobisty stosunek do dóbr materialnych jako określonych wartości oraz błędna interpretacja rodzicielskich obowiązków.
Wymienione czynniki splatają się ze sobą, często występują łącznie. Niektórzy rodzice nie potrafią niczego dziecku odmówić — żywiołowość uczuciowego zaangażowania rodzi pragnienie ciągłego obdarzania dziecka, zaspokajania wszystkich jego „życzeń" (w większości przypadków są to tzw. zachcianki, ponieważ podstawowe potrzeby materialne dziecka są zaspokajane). Ambicja nie pozwala rodzicom na to, aby ich dziecko miało czegoś mniej aniżeli jego rówieśni-
cy. Zaczyna funkcjonować mechanizm porównań, który od dorosłych przejmują dzieci. W sprzyjającej sytuacji przy każdej nadarzającej się okazji przekazują one informacje o tym, co ich koledzy już mają lub mieć będą. Dla rodziców jest to niekiedy bodziec bardzo silny, natomiast z punktu widzenia „interesów" dziecka niesłychanie korzystny. W tak prosty sposób może ono załatwić sobie bardzo wiele. Gdyby nie czynnik ambicjonalny, rodzice nie ulegaliby tak szybko. Rzecz w tym jednak, że sami są zainteresowani, aby ich dziecko nie wypadło „gorzej" na tle rówieśników. W badaniach rejestruje się również zjawisko „wyprzedzania" innych rodziców w obdarowywaniu dzieci. Nie zawsze wynika to z bardzo korzystnego usytuowania rodziny. Raczej świadomość, że własne dziecko ma coś wcześniej, aniżeli jego koledzy, rodzi uczucie dumy i pogłębia przekonanie, że spełnia się swój rodzicielski obowiązek dobrze lub lepiej od innych. Nadkompensacja w zaspokajaniu potrzeb materialnych ma wielorakie ujemne skutki. Dziecko utwierdza się w mniemaniu, że wiele mu się należy i to bez żadnego związku z jego postawą, stosunkiem do rodziny oraz innych pozarodzinnych obowiązków. Od rodziców taka postawa wymaga poważnego wysiłku, niekiedy osobistych wyrzeczeń. Chciałoby się jednak coś z tego mieć także dla siebie (ten mechanizm nie zawsze jest uświadamiany lub odrzuca się taką myśl, aby obronić bezinteresowny charakter świadczeń na rzecz dziecka). Toteż dorośli czują się zawiedzeni i rozgoryczeni, jeżeli dziecko sprawia kłopoty.
Niejednokrotnie zakłada się, że skoro daje się dziecku „wszystko", powinno ono czuć się zobowiązane do nie-przysparzania kłopotów, nienarażania na przykrości, niezawodzenia pokładanych w nim nadziei. Nie bierze się pod uwagę tego, że warunki materialne stanowią jedynie oprawę życia dziecka i nie mogą zastąpić przemyślanych działań wychowawczych, nie mogą wyrównać braku uzdolnień czy skutków występujących u dziecka defektów natury organicznej. Brak rozróżnienia tych istotnych, a przecież zupełnie różnych spraw powoduje, że w miarę dorastania dzieci między nimi i rodzicami powstaje niekiedy wiele nieporozumień, wzajemnego niezadowolenia i pretensji.
Zjawisko nadkompensacji w zaspokajaniu potrzeb materialnych, dostrzegane już w pierwszych kilkunastu latach powojennych, zwykło się wiązać z intensywnym procesem przemian społecznych we wszystkich dziedzinach życia. Uważano, że nadmierna koncentracja uwagi na zaspokajaniu potrzeb materialnych najmłodszego pokolenia wynika głównie z silnie odczuwanej przez dorosłych potrzeby wyrównania braków, jakie występowały w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości samych rodziców. Sądzono, że w miarę stabilizacji życia zaczną przeważać względy natury racjonalnej. Jednak te oczekiwania nie spełniły się z przyczyn, o których była mowa. Nadal utrzymuje się przekonanie, że dobrzy rodzice to ci, którzy wiele dają w materialnym tego słowa znaczeniu. W rozmowach na te tematy można spotkać się z argumentami, że jest to w końcu prywatna sprawa rodziców, to oni dają i nikogo nie powinno obchodzić, jaką za to płacą cenę. Niekiedy dodaje się, że „widocznie ich na to stać" oraz że „są granice ingerowania w prywatne sprawy rodziny".
Zwracanie uwagi na nieprawidłowości występujące w procesie wychowania dzieci i młodzieży nie jest ingerowaniem w prywatne sprawy rodziny w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiadomo, że dorośli i tak postąpią w sposób najbardziej z różnych względów im odpowiadający. Ukazywanie błędnych poczynań ma charakter inspirujący do refleksji, może uczulać na pewne zjawiska lub też zmieniać w niektórych sprawach dotychczasowe poglądy. Jest to jedna z funkcji popularyzacji nauki w ogóle. Wychowanie młodego pokolenia nie może być wyłączone z rozważań teoretycznych. Kształtowanie człowieka jest jedną z trudniejszych i bardziej złożonych form ludzkiej działalności, jakkolwiek przebiega ono w przypadku rodziny w bardzo specyficznych warunkach. Główną cechą tej specyfiki jest właśnie szeroki margines prywatności, intymności i subiektywizmu, a tu zawsze istnieje niebezpieczeństwo błędnych interpretacji i posunięć. Uczucie, dbałość o dziecko oraz wiązane z nim oczekiwania urosły do rangi podstawowych wyznaczników ról rodzicielskich i są w ujęciu potocznym głównymi kryteriami wartości rodziców jako wychowawców
własnego potomstwa. Niezbędność tych elementów w postawach rodzicielskich stanowi w ogólnej problematyce wychowawczej poważny czynnik komplikacji, ponieważ:
— nie każda forma wyrażania uczuć jest korzystna dla rozwoju młodego człowieka,
— nie każda forma opieki sprzyja jego rozwojowi,
nie wszystkie wiązane z dzieckiem oczekiwania są na jego miarę,
koncentracja uwagi na pewnych tylko sprawach związanych z wychowaniem zubaża cały jego przebieg i może dać rezultaty daleko odbiegające od oczekiwań samych rodziców.
Omawiana uprzednio nadkompensacja w zaspokajaniu potrzeb materialnych dzieci powoduje dostrzegalne niedostatki w zaspokajaniu ich potrzeb psychicznych. ; W sytuacjach wychowawczych pojęcie' dawać w i e -1 e nie jest takie jednoznaczne!
Tworzenie dziecku szczególnie korzystnej sytuacji materialnej odbija się często ujemnie na jego samodzielnym starcie w dorosłe życie. Zaspokajanie rozwiniętych potrzeb przez długi niekiedy okres czasu udaremniają środki finansowe zdobywane już tylko samodzielnie. Na „własny rachunek" trudniej jest niekiedy żyć tak wygodnie, jak żyło się w domu rodziców. Rodzi to często już na początku dorosłości uczucie rozżalenia i zniechęcenia lub też staje się tak silnym stymulatorem zabiegania o pieniądze, że wszystkie inne wartości, plany i ambicje zostają odsunięte na plan dalszy, niekiedy porzucone całkowicie.
Dla młodego małżeństwa taka sytuacja może być bardzo niebezpieczna. Pogoń za dodatkowymi zarobkami eksploatuje fizycznie i nadmiernie obciąża psychicznie. Łatwo w tej sytuacji o konflikty, wzajemne oskarżenia, wreszcie o pochopne decyzje zrezygnowania ze wspólnego życia.
Czynnik ambicjonalny, jak już wspominaliśmy, wpływa na kształtowanie się wyobrażeń o dziecku, jego możliwościach i na wiązane z nim oczekiwania. Potraktujemy te sprawy łącznie, ponieważ zachodzą między nimi silne powiązania.
Przyjrzyjmy się temu procesowi w jego rozwoju. Nim dziecko przyjdzie na świat, tworzymy sobie pewien
jego obraz. Często pierwsze wyobrażenia dotyczą płci. Jedni rodzice pragną mieć chłopca, inni oczekują dziewczynki. Z płci wyprowadza się dalsze właściwości dziecka, a także wyobrażenia o miejscu i roli, jaką powinno ono zająć w społeczeństwie. Nie trzeba uzasadniać, że jest to ujmowanie sprawy nowego życia w aspekcie bardzo osobistym, subiektywnym. Jeszcze nas nie ma, a już ktoś usiłuje przesądzić, jaką powinniśmy mieć płeć, jakie uzdolnienia, co powinniśmy robić i kim powinniśmy być. Preferowanie określonej płci wiąże się z preferowaniem sytuacji społecznej mężczyzny lub kobiety. Może się to także wiązać z wyobrażeniami o roli, jaką dziecko powinno odegrać w życiu rodziny. Chłopiec to przedłużenie ciągłości rodowej, przedłużenie biologicznego istnienia określonej grupy przez podtrzymanie nazwiska. Dawniej był on także spadkobiercą, kontynuatorem roli, jaką w szerszym otoczeniu społecznym odgrywali przodkowie w linii męskiej. W badaniach można spotkać się również z twierdzeniem, że chłopiec sprawia rodzicom mniej kłopotów, nie wymaga takiej kontroli i opieki jak dziewczynka.
Zwolennicy dziecka płci żeńskiej dowodzą, że dziewczynka pozostaje zawsze związana z rodziną, że można na nią bardziej liczyć w sytuacjach dla rodziców trudnych, a także w podeszłym wieku.
Z płcią związane są wyobrażenia o cechach i uzdolnieniach. Powstaje obraz na miarę pragnień i ambicji rodziców. Będzie on się utrwalał w ich świadomości i ciążył na procesie wychowania; ciąży także na samym dziecku, które często nie jest w stanie sprostać ocze-kiw-"Jiiom i wymaganiom. Dla dobra samego dziecka konieczne jest dokonywanie różnego rodzaju korekt w tej pierwotnej wizji lub też stopniowe od niej odchodzenie mając na uwadze jego fizjołogiczno-anatomicz-ne i psychiczne wyposażenie.
Taka zmiana postawy wobec rozwijającego się nowego człowieka nie jest sprawą łatwą, rzadko też rodzice podejmują podobne próby. Wymagałyby one wnikliwej obserwacji, zobiektywizowanego stosunku, ostrożnego wyważania i oceniania cech i właściwości, które są przecież dopiero w stadium rozwoju, a więc można je zarówno wydobywać i pogłębiać, jak i tłumić. Prostsze, łatwiejsze jest liczenie na to, że dziecko spełni wiązane z nim nadzieje.
Problematyka subiektywnych uwarunkowań szczęścia dziecka w rodzinie jest znacznie obszerniejsza i bogatsza aniżeli to, co zostało dotąd poruszone w książce. Pominęliśmy w tym fragmencie tak ważną z punktu widzenia konsekwencji wychowawczych sprawę, jak kompensowanie przez miłość do dziecka własnych życiowych rozczarowań i niepowodzeń. Pominęliśmy również konsekwencje wynikające ze złego współżycia rodziców. Będzie o tym mowa w dalszych rozdziałach.