A A A

KLIMAT ŻYCIA RODZINNEGO

Za wymienieniem na pierwszym miejscu atmosfe-r y życia rodzinnego przemawia to, że na jej two­rzenie się wpływają wszystkie składniki rodzinnej eg­zystencji, równocześnie ona sama wpływa na kształto­wanie się nowych sytuacji i' rzutuje na całokształt funkcjonowania rodziny. Zachodzą tu tak liczne sprzę­żenia, że dokonanie podziału między poszczególnymi zjawiskami jest bardzo trudne, jeżeli w ogóle możliwe. Uwidocznia się to najpełniej w sytuacjach konflikto- wych, kiedy nie można z całą pewnością ustalić, co było pierwotną przyczyną nieporozumienia, a co stano­wi konsekwencję innych przyczyn. Atmosferę w rodzinie lub inaczej mówiąc — kli­mat — tworzą dorośli, a rolę decydującą odgrywają tu właściwości i walory rodziców, ich osobisty stosu­nek do siebie, do własnego życia, stosunek do wartości. W tych podstawowych płaszczyznach zamykają się wszystkie sprawy życia rodzinnego, a więc akceptacja dokonanego wyboru współmałżonka, zadowolenie ze wspólnie tworzonej egzystencji, zgodność poglądów w kwestiach podstawowych, zbieżność dążeń lub toleran­cja ich odmienności, umiejętność współdziałania oraz rozwiązywania spraw trudnych. Akcent na rolę dorosłych w tworzeniu rodzinnej atmo­sfery jest potrzebny, ponieważ nazbyt często obarcza się winą za jej zakłócanie dzieci. Ich niepowodzenia w nauce, niewłaściwe zachowanie, sprawiane zawody, trudności związane z procesem dorastania uważa się niekiedy za główny powód zburzenia spokoju w domu i nieporozumień między rodzicami. Takie odwrócenie sprawy nie sprzyja rozwiązywaniu problemów wycho­wawczych, wręcz przeciwnie — komplikuje je jeszcze bardziej, a sytuacja dziecka staje się trudniejsza, bo­wiem zamiast pomocy ze strony dorosłych spotykają je pretensje, wyrzuty, a nawet kary. Żartobliwe powiedzenie, że dorośli chętnie mieliby dzie­ci, gdyby przy okazji nie trzeba być rodzicami, zawie­ra w sobie dużą dozę prawdy. Konieczność nie tylko świadczeń na rzecz dziecka, ale także towarzyszenia jego rozwojowi i kierowania tym procesem wprowadza do życia dorosłych wiele elementów komplikacji. Takie ujęcie może kogoś razić, jednak jest to fakt nie do podważenia, szczególnie w obecnych warunkach. Chodzi przede wszystkim o pracę zawodową obojga rodziców poza domem, o wzrost indywidualnych ambicji i aspi­racji dorosłych, o ich niekiedy dużą koncentrację uwa­gi na sprawach pozarodzinnych. Niemałą rolę w kształtowaniu, się stosunków wew-nątrzrodzinnych, a co za tym idzie — atmosfery domu, odgrywają problemy, wobec których stają sami ro­dzice. Wymieńmy chociażby taką kwestię, jak podział ról rodzinnych. Coraz częściej wzory tradycyjne w tej dziedzinie nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywisto­ścią. Znane są skutki zderzenia aktualnych potrzeb z wyobrażeniami o układzie stosunków w rodzinie. W kształtowaniu się indywidualnych modeli rodziny nie pomagają dyskusje toczące się na szerokim forum spo­łecznym. Niekiedy nawet rodzi zdziwienie fakt, że zamiast akcentów na konieczność samodzielnego, kon­sekwentnego rozstrzygania o kształcie własnej rodziny, podejmuje się rozważania, co do których nie bardzo wiadomo, czemu mają służyć. Do takich należą dysku­sje na temat, czy matki powinny pracować zawodowo, czy też nie. Można się spierać o to; można również rozważać, czy w naszych rodzinach występuje „pełne" równoupraw­nienie, czy też „wszystko" należy do kobiety itp. Tyl­ko jakie wynikają z tego praktyczne wnioski? Jak to się ma do warunków, w jakich żyjemy, do potrzeb in­dywidualnych i społecznych? Wiadomo, że fizyczna obecność matki w domu jest dla rodziny ważna, ale nie decydująca, jeśli chodzi o sposób wychowania dzieci, o panującą w rodzinie atmosferę, stosunki między samymi małżonkami. W tych spra­wach decydują inne czynniki. I to także wiemy. Spory o równouprawnienie w stosunkach wewnątrzro-dzinnych i jego zakresy, ciągle jeszcze żywe i chęt­nie podejmowane, nie sprzyjają przełamywaniu barier obyczajowych i psychicznych; nie służą tworzeniu no­wego stylu życia, odpowiadającego aktualnym warun­kom, indywidualnym potrzebom i dążeniom ludzi. W wielu dziedzinach życia społecznego nauczyliśmy się myśleć kategoriami właściwymi dla przełomu dwóch epok; w sprawach, które dotyczą sfery prywatności trudno jest nam wyzwolić się od operowania stereoty­pami, i nie dostrzegamy, że chociaż spory nie wyga­sają, życie toczy się naprzód swoim trybem. Coraz wię­cej kobiet podejmuje pracę zawodową nie tylko ze względów ekonomicznych. Z różnych przyczyn femi-nizacji ulegają niektóre zawody. Potrzebna jest siła robocza, zwłaszcza wykwalifikowana. Rozwój społeczno-ekonomiczny i kulturalny krajów wyłania obecnie coraz nowe problemy, od rozwiązania których zależy dalszy ich postęp i poziom życia. Spra­wy te uwzględniane są w raportach o charakterze mię- dzynarodowym. Posłużymy się jednym tylko przykła­dem. Znany raport UNESCO z 1972 r. pod redakcją Faure'a postuluje szerszy, aniżeli dotąd, rozwój wy­chowania przedszkolnego. Wiadomo, że pracę tę podej­mują niemal wyłącznie kobiety. W warunkach intensywnych przeobrażeń politycznych i ekonomiczno-społecznych, charakterystycznych dla naszej cywilizacji, eksponowanie czynnika płci w ja­kiejś jednej dziedzinie (poza sferą seksualną) spra­wia wrażenie swoistego droczenia się z życiem. Problem stosunku do równouprawnienia wraz ze wszy­stkimi jego przejawami i konsekwencjami wiąże się z tematem książki, ponieważ: na tym tle dochodzi często do konfliktów małżeń­skich, a te, jeśli się nasilają, grożą zwartości rodziny, dorośli z najbliższego otoczenia w wyniku braku konsekwencji przyczyniają się wydatnie do dezorien­tacji dzieci i tym samym nie spełniają swoich zadań w zakresie przygotowania ich do samodzielnego życia. Z jednej strony przywiązuje się dużą wagę do wy­kształcenia i zdobycia zawodu przez dzieci obojga płci. Ten okres przygotowawczy „zabiera" im kilkanaście lat życia. Równocześnie podważa się sensowność wy­siłków, do których młodzież jest zmuszana i daje się jej do zrozumienia, że to „wszystko nie tak", że właśnie dawna, tradycyjna koncepcja życia jest nadal słuszna. Występuje tu wyraźna sprzeczność między dążeniami rodziców, oczekiwaniami, jakie wiążą z dziećmi, a oso­bistymi poglądami dorosłych. Dwoistość postaw, ich ambiwalencja zaszczepiana jest młodym. Część z nich rozpoczyna życie z takim właśnie wewnętrznym roz­chwianiem. Dopiero przyszłość ma wykazać, czy „do­robią się" własnej koncepcji życia. Są rzeczy, które powinno się wynieść z domu jako trwałe wyposażenie na okres dorosłości. Należy do nich, między innymi, umiejętność racjonalnego, kon­sekwentnego myślenia, odwaga w podejmowaniu decy­zji, uświadamianie sobie tego,_ że sytuacje życiowe nie zamykają się w obrębie kolorów białych i czarnych. Są jeszcze barwy pośrednie, niekiedy bardzo subtelne i trudne do uchwycenia. Wprowadzanie w błąd czy dezorientowanie dzieci utrudnia im dorastanie do ról prywatnych i zawodo­wych, społecznych, obniża możliwość sprostania obo­wiązkom. W omawianej kwestii „równouprawnienia" słuszne wydaje się tylko jedno stanowisko — młodzi ludzie zakładając rodzinę sami powinni rozstrzygnąć, jaki model stosunków im odpowiada i dlaczego. Praca zawodowa kobiety poza domem nie przesądza sprawy tak zwanej nowoczesności rodziny, tak jak pozycja „przy mężu" nie gwarantuje trwałości i jakości rodzi­ny jako grupy społecznej, środowiska wychowawczego, wreszcie jako sfery prywatnego życia człowieka. Jedno i drugie może okazać się złe, jeżeli małżonkowie są niedojrzali, nie potrafią samodzielnie myśleć, nie są w stanie uzgodnić swoich stanowisk. Analiza przyczyn konfliktów między dorosłymi i roz­bieżności ich indywidualnych dążeń wykracza poza temat książki, toteż ten fragment rozważań ma cha­rakter zdecydowanie szkicowy. Wymieniając na pierw­szym miejscu wśród czynników zapewniających prawi­dłowy przebieg procesu rozwoju i wychowania dzieci, atmosferę w rodzinie chciałam jedynie podkreślić, że wszędzie tam, gdzie jest ona zła, nie może być mowy 0 szczęściu dziecka. Nie zamierzamy sugerować tak zwanego poświęcania się dla dzieci w sytuacji, gdy każdy dzień stwarza okazję do nowych zadrażnień, co­raz bardziej oddala dorosłych od siebie. Nie pragniemy również apelować o „pojednanie się" w sytuacjach trudnych czy krytycznych. Naszym zadaniem jest jed­noznaczne stwierdzenie, że od układu stosunków wew-nątrzrodzinnych, od klimatu domu zależą w znacznym stopniu rezultaty wychowawczych poczynań rodziców, 1 to, czy dziecko czuje się szczęśliwe, czy też przeży­wa gorycz odrzucenia lub własnej zbędności w rodzi­nie, uwikłania w skomplikowane sprawy dorosłych. Za wyeksponowaniem problemu przemawia także to, że układ stosunków między rodzicami ma ogromny wpływ na organizację procesu wychowania, stosowane metody, sposób traktowania dzieci, wiązane z nimi oczekiwania. Nie jest prawdą, że są to sprawy zupeł­nie od siebie niezależne, że można je całkowicie roz­dzielić, chociaż taki pogląd ma wielu zwolenników.