Szczęście dziecka
wzburzonym morzu, czy umiejętność kierowania samochodem" ł.
Socjalizacja, historycznie rzecz biorąc, jest zjawiskiem wcześniejszym od wychowania realizowanego w ramach działalności specjalnie dla tych celów powołanych instytucji, głównie szkoły. Od zarania dziejów człowieka przygotowanie do życia młodego pokolenia było warunkiem zapewnienia ciągłości biologicznej danego społeczeństwa (szczepu, plemienia itp.), warunkiem zachowania przez nie własnej odrębności i własnego dorobku (kultura) oraz zabezpieczenia rodowych, szczepowych czy plemiennych interesów. W miarę rozwoju społecznego specjalizowały się coraz bardziej oddziaływania socjalizacyjne i wychowawcze. W obrębie tych dwóch podstawowych nurtów wpływów dokonywał się proces kształtowania człowieka.
W przytoczonej definicji socjalizacji J. Szczepańskiego na uwagę zasługują takie wyrazy jak „wprowadza", „uczy", „czyni zdolną" (jednostkę). Są to określenia występujące również w pedagogice. Wskazuje to na ścisłe związki między obu formami oddziaływania. Są jednak także różnice: w socjalizacji więcej zawsze było elementów zachowawczych, silniejsze były akcenty położone na przekaz dotychczasowego dorobku, obyczajów, wzorów życia; wychowanie w większym stopniu nastawione jest na indywidualny rozwój jednostki, na jej przystosowanie do warunków istniejących, ale równocześnie na przygotowanie do uczestnictwa w tworzeniu nowych wartości, w nadawaniu życiu nowego kształtu. Zapewnienie ciągłości kulturowej, pielęgnowanie tradycji to ważny czynnik oddziaływań pedagogicznych, traktowany na równi z innymi zadaniami wychowania.
Socjologowie charakteryzując proces społecznego oddziaływania na człowieka nie wprowadzają elementu oceny, wartościowania. Ujmują go ogólnie, wyodrębniając jedynie poszczególne dziedziny wpływów oraz ich ukierunkowanie na coś. Sprawa treści należy do innych nauk. I tak na przykład sposobami wdrażania dziecka w dyscyplinę, rozumieniem jej, konsekwen-
82
1 Tamże, s. 94—95.
cjami fałszywych założeń zajmują się: pedagogika, psychologia, medycyna (neuropsychiatria). Podobnie jest z motywacją panowania nad popędami, z zaspokajaniem potrzeb, preferowaniem wartości. W poszczególnych epokach bardzo różnie się te sprawy kształtowały. Zmieniały się wyobrażenia o sensie i celu życia, lansowano różne ideały człowieka, koncepcje jego szczęścia, życiowego powodzenia. Wymieniane w p. 4 przez J. Szczepańskiego sprawności i kwalifikacje zawodowe zdobywa się współcześnie wyłącznie w ramach kształcenia ogólnego i zawodowego organizowanego przez państwo (przez wieki w wielu dziedzinach proces ten dokonywał się na drodze przekazywania umiejętności i doświadczeń z pokolenia na pokolenie w ramach rodziny lub przyuczania do zawodu w demu obcym — u jakiegoś fachowca).
Proces socjalizacji nie zawiera więc wyłącznie treści pozytywnych z punktu widzenia indywidualnego rozwoju człowieka, jego zdrowia fizycznego i psychicznego oraz z punktu widzenia potrzeb społecznych. Toteż w idei wychowującego sppłeczeństwa socjalistycznego zawarte jest dążenie do zminimalizowania rozbieżności między treściami i zadaniami wychowania, a tym, co wynika z procesu socjalizacji.
Weźmy jako przykład wymienione przez J. Szczepańskiego „wchodzenie w role społeczne". Dla dziecka w wieku szkolnym ważne są role ucznia i kolegi. Szkoła rozwija u swojego wychowanka poczucie obowiązku, uczynność, umiejętność współdziałania, życzliwość. Te cechy ucznia brane są pod uwagę przy ocenianiu jego zachowania. Środowisko pozaszkolne, głównie rodzina, może nie przywiązywać do tych cech wagi lub też może rozwijać (często nieświadomie) egoizm, wyrachowanie, agresywność. W takiej sytuacji dziecko kształtowane jest równocześnie na dwa różne sposoby. Od tego, które wpływy okażą się najsilniejsze, zależą w znacznym stopniu powodzenia szkolne ucznia. On też ponosi konsekwencje wynikające z rozbieżności oddziaływań wychowawczych.
Może być i tak, że rodzina uczula dziecko na pewne wartości, a szkoła nie przywiązuje do nich takiej wagi, jaką przywiązywać powinna. Błędy w pracy wychowawczej nauczyciela czy całego grona pedagogicz-
nego niewątpliwie także przyczyniają się do powstawania sytuacji nieprawidłowych.
Wszędzie tam, gdzie dorośli sami nie przestrzegają podstawowych zasad prawidłowego postępowania wychowawczego, konsekwencje spadają na wychowanka. Konfrontując ważne dla życia całego społeczeństwa postulaty z "ich realizacją, a także to, co zalecamy dzieciom i młodzieży jako obowiązujące formy zachowania z dostrzeganymi wzorami zachowań dorosłych można niekiedy powiedzieć, że stosuje się jak gdyby dwie różne taryfy: ulgową dla starszej części społeczeństwa i wyższą dla młodego pokolenia.
Taki sposób ujmowania problemu rodzi z reguły sprzeciw ze strony dorosłych. Pojawiają się różne argumenty usprawiedliwiające i tłumaczące starszych. Zaczyna się eksponować własne starania o zapewnienie dzieciom warunków życia i rozwoju, wysiłek włożony w stworzenie wspólnej egzystencji, zmęczenie... Pojawiają się głosy protestu, że w końcu dorosłym wolno więcej, nie należy porównywać tych, którzy już czegoś dokonali, z tymi, którzy dopiero będą mogli pokazać, na co ich stać.
Tam, gdzie dyskusja schodzi na płaszczyznę porównań i wyważania, komu co wolno, a komu nie — dialog urywa się, bowiem nie w tym tkwi istota rzeczy. Inny jest zakres praw i obowiązków dorosłych, a inny dzieci i młodzieży. Natomiast stosunek do wartości przekazywanych w procesie wychowania i socjalizacji nie może być odmienny, jeżeli chcemy, aby młode pokolenie przyjęło je jako własne. Są to sprawy często bardzo złożone, a przykładów sytuacji, w których sami przekreślamy nasze starania i oczekiwania, przytaczać można wiele. W każdym takim przypadku występuje zjawisko odwzorowania zachowań dorosłych bez względu na to, jak często podkreślamy słuszność innego postępowania.
Rodzice nie wpoją dziecku szacunku do siebie, jeżeli będą lekceważyli własnych rodziców, jeżeli ich własne stosunki będą nacechowane pogardą, poniżaniem się, dyskwalifikowaniem. Można zmusić dziecko do podporządkowania się, nie jest to jednak równoznaczne z szacunkiem. W miarę dorastania i uniezależnia-
nia się od rodziców elementy lekceważenia ich będą pojawiać się coraz częściej i wyraźniej. Nie można wpoić dziecku zasad kulturalnego zachowania nie przestrzegając ich samemu w stosunkach wewnątrzrodzinnych, w kontaktach z innymi ludźmi. Nie rozwiniemy u dziecka takich cech, jak życzliwość, uczynność, gotowość do bezinteresownych świadczeń na -rzecz innych ludzi, jeżeli motywy naszego działania będą miały charakter wyrachowany, a nasz stosunek do otoczenia będzie nieprzyjazny lub wrogi. Dorosłe dziecko swoje wyrachowanie przenosi na ogół również na rodziców.
Bywa, że postawa dzieci pod wpływem innych oddziaływań wychowawczych lub też własnej pracy nad sobą, własnych wyborów kształtuje się prawidłowo z moralnego i społecznego punktu widzenia, że stają się one lepsze, bardziej wartościowe od rodziców. Wówczas na ogół rozluźniają się więzi rodzinne, dziecko coraz bardziej oddala się psychicznie od swoich najbliższych, traci z nimi kontakt intelektualny. Wychowanie w rodzinie określa się niekiedy w literaturze jako działalność o charakterze żywiołowym, spontanicznym. W wielu środowiskach rodzinnych tak właśnie przebiega proces kształtowania osobowości dzieci. Przemyślaną koncepcję wychowania zastępują okazjonalne pouczenia lub w przypadku pojawiających się trudności czy kłopotów — moralizowanie, wymierzanie kar itp. Wówczas na ogół nie bierze się pod uwagę tego, że dziecko albo nie umie postępować inaczej, ponieważ nie nauczono go tego, albo w drodze naśladownictwa przejęło ono niepożądane wzory zachowań.
Ten drugi aspekt jest często uwzględniany, jednak niemal wyłącznie w kontekście negatywnych oddziaływań rówieśników. Nie bierze się pod uwagę faktu, że dorośli z najbliższego otoczenia mogli odegrać tu znaczącą rolę (taką rolę negatywną odegrali najprawdopodobniej w przypadku owych kolegów dziecka). Dziecko w miarę dorastania rozszerza krąg swoich kontaktów z innymi ludźmi i będzie się stykało z różnymi postawami. Wychowanie w rodzinie powinno je wyposażyć w takie właściwości, aby potrafiło odrzucać wzory negatywne i przeciwstawiać się złu.
Z domu powinno się wynosić zasady, które będą ukierunkowywały postępowanie człowieka przez całe życie. Dom powinien wyposażyć w taki kapitał wartości i norm moralnych, który umożliwiłby uniknięcie na początku samodzielnej drogi wielu błędów i nierozważnych czynów.
Można nazwać szczęśliwym dorosłego człowieka, który pozytywnie oceniając swoje życie, to czego w nim dokonał, to, jakim był, może powiedzieć: „zawdzięczam to rodzicom" lub „wyniosłem to z domu". Wiele osób dorosłych mogłoby jednak stwiedzić, że właśnie z domu nie wyniosło czegoś bardzo ważnego, istotnego, mimo niewątpliwych starań rodziców, ich troskliwości, uczucia, opieki, zabiegania o wykształcenie, pomocy materialnej. Owym czymś jest zespół właściwości, które stanowią silny trzon osobowości, są jej kośćcem, a w życiu spełniają funkcje tego, co potocznie nazwać można życiowym drogowskazem. Rodzina w naszym kraju bardziej aniżeli kiedykolwiek jest w stanie odegrać poważną i pozytywną rolę w rozwijaniu uzdolnień dziecka, w zdobywaniu przez nie wykształcenia, w kształtowaniu się jego ambicji i aspiracji. Jednakże może w tym wszystkim zabraknąć tak ważnego elementu, jak odwaga i umiejętność bycia człowiekiem w tym najszerszym i najgłębszym humanistycznym tego słowa znaczeniu. W okresie intensywnych przeobrażeń społecznych, przewartościowania niektórych tradycyjnych wartości (np. tzw. dobre urodzenie i majątek jako determinanty uprzywilejowanej pozycji społecznej), w sytuacjach charakterystycznych dla społeczeństw podnoszących swój standard życia w makroskali (w skali całego społeczeństwa) poważne braki w wychowaniu dzieci występują również w środowiskach, do których nie można zastosować pojęcia „patologia".
Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest kilkakrotnie już przez nas podkreślana koncentracja uwagi na materialnej stronie egzystencji oraz niski poziom moralny i kulturalny niektórych środowisk rodzinnych. Sprzyja to uaktywnianiu się jednostek posiadających mniej skrupułów, a więcej uzdolnień „praktycznych", więcej sprytu i „zmysłu organizacyjnego" w zakresie zaspokajania własnych potrzeb. Tym zjawiskom towa-
rzyszy cofanie się przed presją podobnych osobników tej części społeczeństwa, która przywiązuje wagę także do innych składników życia społecznego, do innych wartości, ale nie znajduje dość siły, żeby się skutecz^ nie przeciwstawiać różnym nieprawidłowościom (drobne oszustwa, tzw. kanciarstwo, nadużywanie stanowisk, protekcje itp.).
Obiektywnie trzeba stwierdzić, że nie w każdym przypadku jest to takie łatwe. Kto „nie dołoży" do wymienianych w łazience uszczelek, byle woda nie zalewała jego mieszkania i mieszkania sąsiadów, zajmujących lokal piętro niżej, chociaż wie, że załatwianie tych spraw należy do obowiązków administracji i tylko ona (a nie hydraulik) ma prawo określać wysokość ewentualnych opłat? Kto nie zapłaci po raz drugi za transport mebli, gdy „fachowcy" od dostarczania ich do domu dojdą do wniosku," że na przykład piętro jest „jakieś nie takie", a schody za wąskie i zgłaszają zamiar powrotu z ładunkiem do bazy? W naszych rozważaniach chodzi jednak o coś więcej, aniżeli tylko o diagnozę niektórych zjawisk społecznie niepożądanych. Chodzi nam przede wszystkim o związki, jakie zachodzą między wychowaniem młodego pokolenia a sytuacjami społecznymi, które demoralizują dzieci i młodzież, podważają ich wiarę w najcenniejsze humanistyczne wartości, osłabiają ich własne poczucie godności osobistej.
Bez napiętnowania negatywnych zjawisk społecznych, bez ukazywania braków w wychowaniu i ich przyczyn nieprędko zdołamy nadać naszej Reczpospolitej taki kształt stosunków społecznych, aby z pojęciem Polska kojarzyła się uczciwość, rzetelność i fachowość, poczucie godności osobistej.
Najpiękniejsze i najbardziej naukowe poematy pedagogiczne niewiele wniosą do zmian w naszej obyczajowości, którą jeszcze teraz można nazwać w pewnych dziedzinach przejściową, ale która może zakorzenić się głębiej i na długo. Nie wystarczy tu działalność środków masowego przekazu, nie wystarczą silne, jednoznaczne akcenty w najważniejszych dokumentach państwowych i przemówieniach przedstawicieli władz państwowych i politycznych. Doskonalenie życia społecznego musi się dokonywać również przez proces wy-
chowania młodego pokolenia, a temu musi towarzyszyć głęboki nurt refleksji wychowawców, przede wszystkim zaś rodziców. To ich dzieci będą żyły w stworzonych przez nich warunkach, to one albo przejmą elementy zachowań szkodliwych społecznie, albo same staną się ofiarami tych, którzy takie postawy reprezentują.
Dla dobra dziecka trzeba się zdobyć na odwagę przeciwstawiania zjawiskom negatywnym. Trzeba dzieci uczulać na te przejawy życia, ukazując równocześnie ich źródła, społeczną szkodliwość, możliwość przeciwdziałania oraz w gruncie rzeczy ograniczony zasięg zjawisk, mimo siły ich oddziaływania. Przede wszystkim jednak nie należy samemu ich demoralizować. Ta końcowa myśl odnosi się do wszystkich wychowawców — i do rodziców, i do nauczycieli. W interakcjach zachodzących między tymi dwoma środowiskami (rodzina-szkoła) także występują nieprawidłowości, a winę za nie ponoszą obydwie strony. Weźmy przykład dobrze znany: prezenty dla nauczycieli. Wręcza się je w nieco innych warunkach, aniżeli hydraulikom czy „specom" od transportu mebli, ale w zasadzie chodzi o to samo — ktoś przyjmuje określony ekwiwalent za wykonywanie swoich podstawowych obowiązków.
Upominki wręczane przez uczniów opuszczających szkołę wieloletnim wychowawcom w dowód wdzięczności, szacunku i sympatii mają inny wymiar i co innego oznaczają. Ale wiemy, że prezenty daje się również bez żadnej poważnej okazji i nie w dowód jakiegoś szczególnego uznania, że kryją się za tym dość jednoznaczne intencje, sprawa ma tak zwany podtekst. Każda tego rodzaju sytuacja godzi w obydwie strony, ponieważ upokarza jedną i drugą. W ramach społecznego współżycia zachodzą różnego rodzaju sprzężenia zwrotne. Zaspokajanie potrzeb i dążeń dużych zbiorowości wiąże się ściśle z naszymi indywidualnymi dążeniami i pragnieniami. Obydwie te dziedziny tak dalece wzajemnie się warunkują, że także w wieku dorosłym wpływ otoczenia na nasze życie odczuwamy nie mniej silnie, jak wówczas, gdy nasza niezależność była ograniczona przez środowiska wychowawcze.
Różnie reagujemy, gdy nasz los nie układa się zgodnie z oczekiwaniami. Zabiegiem dość częstym jest przerzucanie całej odpowiedzialności za zaistniałą sytuację na innych. To „ktoś" okazał się nielojalny, niewdzięczny, źle do nas nastawiony itp. Taki stereotyp reagowania na sytuacje z różnych względów dla nas trudne czy nieprzyjemne wykształca się często już we wczesnym dzieciństwie, pod wpływem środowiska rodzinnego.
Czy i w jakim stopniu jest to pomocne? Na ile uwalnia człowieka od cierpienia?
Doszukiwanie się przyczyn doznawanych niepowodzeń w czynnikach obiektywnych uwalnia człowieka (w jego subiektywnym przekonaniu) od poczucia winy za własne błędy i pomyłki. Równocześnie w wyniku przemieszczenia uwagi na inny przedmiot wzmocnieniu ulegają pretensje do innych ludzi. Wrogi staje się otaczający świat, wrogie zaczyna być samo życie. Z psychicznego punktu widzenia jest to sytuacja trudna i kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Człowiek staje się oparciem sam dla siebie, niczego równocześnie nie zmieniając w swoich postawach, kategoriach myślenia, sposobach reagowania. Przedział między jednostką a otaczającym ją światem zaczyna się pogłębiać, staje się coraz bardziej groźny.
Mechanizm wzajemnego lub jednostronnego komplikowania sobie życia jest złożony, a warianty sytuacji i ich uwarunkowań liczne. Można jednak bez większego trudu wyodrębnić najczęściej spotykane źródła postaw społecznie negatywnych, sprzecznych z podstawowymi zasadami socjalistycznej moralności i kultury. Bogatym źródłem postaw o dużej społecznej szkodliwości są kompleksy, zwłaszcza kompleks niższości. Według ogólnie dostępnych źródeł encyklopedycznych jest to odczuwane przez kogoś „poczucie małej wartości, połączone z wygórowanymi ambicjami i pragnieniami, których lęk nie pozwala realizować" 1.
Potocznie zwykło się mniemać, że ludzie z kompleksami są nieśmiali, pozbawieni wiary w siebie, zagubieni, „schodzący innym z drogi". Nie dostrzegamy tego,
1 Leksykon PWN, op. cit., s. 543.
że występujące u kogoś poczucie małowartościowości może przejawiać się również w postaci agresji, złośliwości, stałego dążenia do pomniejszania ludzi, ośmieszania ich i dyskwalifikowania.
Dla otoczenia nie są obojętne konsekwencje wynikające z czyjejś agresywności, nieżyczliwości i ciągłego ośmieszania ludzi.
Cechą najbardziej w tym przypadku społecznie szkodliwą i wymagającą zdecydowanego przeciwdziałania jest pogarda dla ludzi. Przez okazywanie jej innym osoba z kompleksem niższości, agresywna, stara się za wszelką cenę podbudować samego siebie, wynieść ponad otoczenie, stworzyć wokół siebie atmosferę swoistej adoracji. Fakt, że sama jest śmieszna, ma mniejsze znaczenie w porównaniu z zagrożeniem, jakie stwarza otoczeniu. W sytuacjach, kiedy kompleks niższości splata się z posiadaniem jakiejś władzy (funkcja, stanowisko, większa lub mniejsza możliwość wywierania wpływu na sytuację innych, na opinię o nich), to zagrożenie ulega spotęgowaniu, stwarza atmosferę napięcia, obciąża psychicznie osoby bardziej wrażliwe, może deprawować (i na ogół deprawuje) jednostki o podobnych właściwościach, ale pozbawione okazji do uzewnętrzniania narastającej potrzeby zachowań agresywnych.
Omawiane zjawisko zaczyna mieć coraz szerszy zasięg społeczny, stąd też wiele na ten temat publikacji w naszej prasie codziennej i tygodniowej. Na jedną spośród wielu chcemy zwrócić szczególną uwagę. Był to artykuł Ireneusza Krzemińskiego pt. „Nieżyczliwość", zamieszczony w 12 nr „Polityki" z 1977 r. Autor interpretując zachowania agresywne stwierdza, że „... mają (one) służyć podnoszeniu własnej wartości, wzmocnieniu pozytywnej oceny samego siebie. Ludzie nieżyczliwi i agresywni sami egzystują w ciągłym poczuciu zagrożenia i niepewności, co do swojej rzeczywistej wartości. Dlatego każdy inny człowiek jest dla nich potencjalnie osobnikiem wrogim. Może okazać się lepszy, ważniejszy, mocniejszy...".
I. Krzemiński przytacza opinie socjologów, z których wynika, że: „Powszechne w naszym społeczeństwie poczucie zagrożenia, niepewność co do wartości własnej
osoby i trudności z samooceną, można wyjaśnić dynamiką przemian społecznych, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Jednym z najistotniejszych elementów tych zmian było bardzo radykalne przemieszczenie się w ramach struktur społecznych całych rzesz ludzi. Awans społeczny, zwłaszcza zachodzący gwałtownie, pociąga za sobą niezmiernie istotne skutki psychologiczne. Niestety, nie wszystkie są pozytywne. Gwałtowna zmiana pozycji społecznej, doznawana zwłaszcza przez osobę dorosłą, psychicznie ukształtowaną, rodzi właśnie ową ambiwalentną, niepewną, niestabilną samoocenę".
Wyodrębniona i dość obszernie zinterpretowana została jedna grupa psychicznych uwikłań części społeczeństwa dorosłych w procesy społeczne. Przedstawiony mechanizm zjawiska jest dostępny także potocznej obserwacji. Jednakże nasza struktura społeczna stabilizuje się coraz bardziej i zjawiska dające się wytłumaczyć w ciągu minionych trzydziestu kilku lat nie będą już mogły być objaśniane w sposób identyczny w trzydziestoleciu następnym. Mogą jednak pozostać utrwalone stereotypy zachowań, jeżeli opinia społeczna nie zacznie się temu przeciwstawiać, jeżeli rodzice dla dobra i szczęścia własnych dzieci nie dołożą starań, aby ukształtować ich postawę zgodnie z najbardziej humanistycznymi zasadami współżycia.
Trudno stwierdzać autorytatywnie, że rodzice z jakichś względów będą chcieli w sposób świadomy i przemyślany unieszczęśliwiać własne potomstwo. Życie pod wysokim ciśnieniem zagrożenia ze strony otoczenia, pozbawione poczucia bezpieczeństwa i świadomości własnej wartości nie daje żadnej szansy na realizację marzeń o szczęściu, bez względu na to, jak się je interpretuje, natomiast stwarza poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia psychicznego człowieka. Młode pokolenie, wrażliwe na wszelkie przejawy zła, niesprawiedliwości i wzajemnej wrogości bardzo źle znosi sytuacje zagrożenia, źle znosi konflikty, różne przejawy „oświeconego kanibalizmu". Do tak drastycznego sformułowania upoważnia nas fakt bezsporny — stajemy się społeczeństwem coraz bardziej wykształconym, o coraz wyższych kwalifikacjach zawodowych, wyższych aspiracjach kulturalnych.
Widoczny brak związków między wykształceniem, osiągniętą niejednokrotnie z wielkim nakładem pracy pozycją zawodową dorosłych a ich postawą moralną i społeczną to jedna z przyczyn odrzucania przez młodzież przekazywanych norm etycznych, względnie rozwijania się sceptycyzmu co do ich rzeczywistej roli w życiu społeczeństwa, to także narastająca dezaprobata dla świata, w którym się żyje i którego wartości tak często przy różnych okazjach są im prezentowane. Nie doceniamy znaczenia wzorów osobowych, tworzonych przez ludzi sytuacji i niekiedy widocznych nawet dla dzieci mechanizmów wzajemnego niszczenia się, zwalczania. Nie zawsze przyczyna tego tkwi w szerszych procesach społecznych, w braku stabilności struktur, których jest się częścią, w trudności przystosowania do nowych sytuacji i towarzyszących im zwiększonych wymagań.
W cytowanym artykule („Polityka") I. Krzemiński rozpatruje zjawisko nieżyczliwości również w kategorii właściwości narodowej, powołując się przy tym na Stanisława Witkiewicza, który w opublikowanych w 1936 r. Nieumytych duszach pisał: „... odznaczają się Polacy wprost mistrzostwem we wzajemnym i niczym nie uzasadnionym okazywaniu pogardy — mówię: okazywaniu, gdyż w 98 proc. nie mają do tego żadnej przyczyny — ani w swej własnej wyższości (bo ta jest na ogół urojona), ani w niższości swego przeciw-wzgardziciela, którego sztucznie się poniża (przeważnie w myślach swych), aby nim skutecznie pogardzać móc. Bo jedynym prawie i niezawodnym środkiem wywyższenia się w sposób nieistotny jest pogarda dla drugich" ł.
Doszukiwanie się przyczyn omawianego zjawiska oraz ustalanie jego historycznych uzasadnień nie należy do tematu książki. Interesuje nas przede wszystkim to, co sami możemy wnieść do społecznej rzeczywistości. Tworzymy nie bez trudności nowy porządek społeczny, świat, w którym żyć mają nasze dzieci i my ponosimy odpowiedzialność zarówno za to, co im przekażemy, jak i za ich przygotowanie do współżycia i współdziałania w skali całego narodu, do tworzenia
1 S. Witkiewicz Nieumyte dusze. Warszawa 1975, s. 283.
nowych wartości, nowych norm społecznej moralności i obyczajowości.
I. Krzemiński zwraca uwagę na fakt o kapitalnym znaczeniu w procesie wychowania młodego pokolenia. Oto fragment wypowiedzi: „Większość naszych zachowań przebiega wedle wzorców, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Od małeńkości jesteśmy przyzwyczajani i uczeni właściwych sposobów zachowania i stają się one dla nas automatycznie oczywiste". Wyjaśnienia wymaga tu wyraz „właściwych". Z dalszego toku rozważań wynika, że są one „właściwe" w odczuciu i rozumieniu określonych środowisk i wcale nie muszą być odwzorowaniem zachowań preferowanych jako społecznie korzystne i wartościowe. Autor kończy swój artykuł stwierdzeniem: „Człowiek od małego wyposażony we wzór nieżyczliwego zachowania wobec drugiego człowieka nie będzie w stanie uświadamiać sobie, że ów wpojony wzorzec przeszkadza mu w realizowaniu innych pragnień".
Stanowisko to warto omówić szerzej. Zbyt rzadko wiąże się w praktyce wychowawczej rodziny w sposób prawidłowy kształtowanie postawy dziecka wobec świata, innych ludzi z realizacją jego indywidualnych zamierzeń. Rozpowszechnione jest raczej przekonanie, że aby człowiek mógł do czegoś w życiu dojść, musi być „twardy", „bezwzględny", „nieustępliwy" (używamy określeń potocznych zanotowanych w latach 1957— —1966 w trakcie przeprowadzanych z rodzicami wywiadów).
Przytoczone określenia korespondują ze znanym powiedzeniem Geothego, że w życiu jest się albo młotem albo kowadłem. Tak alternatywne ujęcie pozycji człowieka w świecie grozi powstawaniem sytuacji zbiorowego zagrożenia. Nie jest to model społeczeństwa zasługujący na lansowanie. W każdym razie nie jest on do pogodzenia z koncepcją społeczeństwa socjalistycznego, którego charakterystykę znajdujemy w Tezach XIII Plenum KC PZPR: „Socjalizm to pierwszy w dziejach ludzkości ustrój, który umożliwia i realizuje harmonijny rozwój materialny i kulturalny społeczeństwa i jednostki, szerokie uczestnictwo w podejmowaniu decyzji społecznych, kształtowanie się nowej kultury i nowej moralności, nowych — opartych na bra-
terstwie i przyjaźni stosunków między narodami i między ludźmi. Przemiany te stwarzają możliwości bardziej wszechstronnego rozwoju osobowości ludzkiej, podnoszenie poziomu socjalistycznego sposobu życia" 1. Nie jest to łatwa do realizacji koncepcja życia zbiorowego. Nadal wiele w nim nieprawidłowości, a także zjawisk negatywnych. Zwraca się na to uwagę w podstawowych dokumentach politycznych: „W życiu naszego państwa i narodu dominuje już socjalizm, ale ciągle mamy do przezwyciężenia i w gospodarce, i w świadomości społecznej — pozostałości po dawnym ustroju i zacofaniu, dawne kompleksy, stare struktury myślowe i nawyki. Musimy dobrze zdawać sobie sprawę z tego, co w naszym życiu jest postępowe, a co zacofane i wsteczne, co powinniśmy rozwijać, a co zwalczać i usuwać" 2.
Zwalczanie wszelkich przejawów ludzkiej nieżyczliwości i pogardy dla drugiego człowieka to jedno z naczelnych zadań społeczno-wychowawczych. U podstaw zaspokajania indywidualnych dążeń i aspiracji nie może występować zasada usuwania z drogi ludzi, którzy faktycznie, a częściej tylko pozornie, „z urojenia" wydają się być rywalami; nie jest także do przyjęcia w życiu szerszej zbiorowości dewiza, że osiągnięcie jakiegoś własnego celu usprawiedliwia wszystkie stosowane środki (to, że ktoś ma czworo dzieci lub nadmiernie rozbudzone ambicje przy mniejszych kwalifikacjach stanowi zupełnie prywatną sprawę i nie może być usprawiedliwieniem dla krętactw, karierowiczostwa, traktowania miejsca pracy jako własnego folwarku).
Odbicie deformacji charakterologicznych jest wielostronne. Rzutuje ono bardzo niekorzystnie na stosunki z szerszym otoczeniem, psuje harmonię współżycia w układach prywatnych, wytwarza wokół samego człowieka atmosferę niechęci, wrogości, nastawienia na rewanż, lekceważenia, a często także pogardy w pełni uzasadnionej.
W przedstawionych warunkach zaspokajanie potrzeb
1 XXX-lecie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Tezy KC PZPR XIII Plenum KC PZPR. Warszawa 1974, s. 96—97. * VII Plenum KC PZPR. Podstawowe dokumenty i materiały. Warszawa 1973, s. 46—47.
psychicznych człowieka staje się z czasem coraz bardziej utrudnione. Można zaspokoić potrzebę dominacji (górowania nad innymi), ale będzie to tylko dominacja wynikająca z aktualnie posiadanej przewagi i w każdej chwili można ją utracić. Nie towarzyszy jej społeczny szacunek, aprobata, zaufanie innych ludzi. Koncentracja uwagi na utrzymaniu pozycji górowania nad otoczeniem obciąża również psychicznie osobę bezpośrednio zainteresowaną. Poczucie zagrożenia, nieufność w stosunku do otoczenia, potęgująca się drażli-wość na własnym punkcie zakłócają wewnętrzną równowagę człowieka i podkopują jego zdrowie psychiczne. Niekiedy odbijają się również bardzo niekorzystnie na ogólnej kondycji fizycznej.
Dążenie do dominacji może być także odbiciem zawyżonej samooceny, czyli mniej lub bardziej uzasadnionego przekonania o własnej wyższości nad otoczeniem. W języku potocznym nazywa się to zarozumiałością, zadufaniem w sobie, mówiąc drastyczniej — bufonadą.
Zarozumiałość jest cechą źle widzianą przez otoczenie, dyskwalifikuje jednostkę, ośmiesza ją, natomiast w układach społecznych jest mniej groźna aniżeli agresja towarzysząca kompleksowi niższości. Człowiek zadufany w sobie jest na ogół pozbawiony samokrytycyzmu lub też jego dyspozycje do krytycznej samooceny są znacznie ograniczone. Ponieważ jednak sam nie znajduje się pod ciągłą presją poczucia zagrożenia występujące u niego lekceważenie innych wynika nie tyle z wrogości do ludzi, co z ich bagatelizowania, niedostrzegania. Otoczenie nie składa się w tym przypadku z wrogów, mechanizm selekcji jest prostszy — nie składa się ono po prostu z partnerów, których obecność mogłaby coś oznaczać. W tym tkwi główne źródło konfliktów społecznych, w jakie popadają osoby o zawyżonej samoocenie. Nikt bowiem nie lubi okazywanego mu lekceważenia, nawet jeżeli nie kryją się za nim żadne nieprzyjazne intencje. Zarozumiałość drażni, jest dla otoczenia męcząca, niekiedy utrudnia całkowicie porozumienie się. Nie jest łatwe podejmowanie dyskusji z kimś, kto wie wszystko najlepiej. Przejmowanie negatywnych wzorów zachowań oraz deformacje charakterologiczne przyczyniają się do
powstawania sytuacji, w których nie jest możliwa realizacja socjalistycznego sposobu życia; nie jest także możliwe zaspokajanie najistotniejszych z punktu widzenia szczęścia potrzeb człowieka. W wyposażaniu w zasady moralne i kulturalne wzory zachowania większą rolę ma do spełnienia rodzina aniżeli instytucje wychowania planowego. Swoiste sprzężenie zwrotne, jakie zachodzi w relacji rodzina--szkoła, polega między innymi na tym, że niektóre zadania wychowawcze lepiej lub wyłącznie spełnia szkoła, inne należą do rodziny, a szkoła jedynie poszerza i pogłębia proces doskonalenia wychowania. W wymienionym układzie nikt niczego nie może przerzucać na drugiego partnera bez szkody dla dzieci i młodzieży.