A A A

SZCZĘŚCIE I WIĄZANE Z NIM WARTOŚCI

FILOZOFOWIE O SZCZĘŚCIU Mówiliśmy we wstępie, że ze szczęściem kojarzy się coś szczególnie dla człowieka korzystnego, coś, czego osiągnięcie nadaje jego życiu głębszy sens, wzbogaca je o nowe wartości. Jest to jednak określenie bardzo ogólne i może być różnie interpretowane. Położenie akcentu na „osiąganie czegoś, dochodzenie do czegoś" może sugerować, że są to wyłącznie wartości material­ne lub społecznie wymierne, jak na przykład dająca za­dowolenie pozycja, stanowisko, które wyznacza wyż­szy prestiż i korzystniej sytuuje ekonomicznie, a tak­że zaspokaja indywidualne pragnienia człowieka w za­kresie wymienionych wartości. Takie rozumienie szczęścia jest zawężone. Nie uwzględ­nia ono innych elementów, ważnych także dla reali­zacji zamierzeń i pragnień człowieka, na przykład zdro­wie, sprawność fizyczna, warunki, w jakich przebiegał jego rozwój, kształtując go w określony sposób, nie­zależne od jednostki sploty układów sytuacyjnych (kataklizmy życiowe) itp. Nad egzystencją człowieka zastanawiano się w cza­sach bardzo już od nas odległych — w starożytności. Od tysięcy lat analiza losu człowieka, celu i sensu jego życia, chociaż niejednokrotnie nie pozbawio­na jednostronności i skrajności, była przedmiotem roz­ważań wielu myślicieli. Filozoficznej refleksji nad egzystencją (istnieniem) człowieka, celem i sensem życia, systemami wartości, właściwościami ludzkiej natury poświęcono liczne trak­taty i rozprawy. Analiza pojęciowa kontekstów, w ja- kich posługiwano się słowem szczęście, wykazuje jego wieloznaczność *. Jedną ze stron znaczeniowych tego wyrazu była po­myślność. Przez szczęście w tym znaczeniu rozu­miano szczególnie korzystne dla człowieka wydarzenia, zbiegi okoliczności, układy sytuacyjne. Składały się one na tak zwane powodzenie, jakieś bardzo dodatnie ży­ciowe „trafy". Szczęście tak pojmowane było więc czymś niezależnym od człowieka, ale sprzyjającym mu, był to niejako przyjazny element jego losu, wiele zna­czący w kształtowaniu się życiowych sytuacji. Los wy­stępuje tu w postaci spersonifikowanej. Wiara w towarzyszący człowiekowi dobry los lub w niekorzystne skutki braku jego przychylności znajduje wyraz w znanym powiedzeniu, że „łut szczę­ścia więcej w życiu znaczy, aniżeli funt rozumu". Nie zawsze jednak owa pomyślność rozumiana była jako coś, co jest człowiekowi dane bez jego udzia­łu. Świadczą o tym stare łacińskie maksymy: „Silnym szczęściem sprzyja" (Fortuna2 favet fortibus) lub „Śmiałym szczęście sprzyja" (audaces fortuna iuvat). Wydaje się, że dość jednoznacznie wskazują one na po­trzebę udziału człowieka w kształtowaniu własnego życia. Radosne przeżycia i doznania mieszczą się w kolejnym sposobie rozumienia szczęścia. Aby mogły one być z nim utożsamiane, muszą mieć charak­ter bardzo intensywny. Jednakże istotą intensywności doznań jest ich krótkotrwałość. Daje temu wyraz Wła­dysław Tatarkiewicz pisząc: „Nieprzerwany stan przy­jemny jest czymś obcym psychice ludzkiej. Przyjem­ność, która trwa, staje się przykrością. Ściślej mówiąc: rzecz dająca przyjemność, jeśli trwa dłużej, staje się obojętna, a nawet przykra, bo zaczyna nudzić i mę­czyć. Interwały w przyjemności są człowiekowi po­trzebne, by mógł odczuwać przyjemność, a zwłaszcza odczuwać ją intensywnie." 3 1 Przy omawianiu różnych stron znaczeniowych słowa „szczęście" posługujemy się klasyfikacją W. Tatarkiewicza, autora pracy pt. O szczęściu. Warszawa 1962. I Fortuna — rzymska bogini szczęścia (grecka Tyche). * W. Tatarkiewicz O szczęściu, op. cit., s. 33. Wokół interpretacji szczęścia jako radosnych przeżyć i doznań o charakterze intensywnym koncentrowały się gorące dyskusje i spory. Rozważano, czy radosne prze­życia mogą stanowić cel ludzkiego życia, czy szczęście tak rozumiane jest możliwe do osiągnięcia. Czynienie z intensywnych przeżyć celu życia Marek Aureliusz *-porównywał do „umiłowania jednego z przelatujących wróbli". Znane jest też jego powiedzenie: „Któż bę­dzie otaczał czcią coś z tego, co nieustannie przepły­wa?". Starożytni Grecy, chociaż tak bardzo zainteresowani szczęściem, przejawiali niewiarę w jego osiągalność. W świetle poglądów najbardziej w tej mierze skraj­nych wszystko, co daje życie, jest złe i wrogie czło­wiekowi. Także w naturze ludzkiej dostrzegano wiele niedoskonałości oraz niejako naturalne źródło cierpie­nia. Twierdzono na przykład, że szybko upływający czas uniemożliwia człowiekowi wcześniej dojście do ro­zumu (mądrości), konieczność pracy rodzi u niego nie­chęć, ponieważ ogranicza wolność i zmusza do zbędne­go (ich zdaniem) wysiłku, nadzieje człowieka nie speł­niają się, a los jest zmienny; wreszcie starość obfituje w cierpienia i upokorzenia2. Ten pesymistyczny nurt dobrze charakteryzuje słowa jednego z filozofów grec­kich: „Jeden bezbolesny dzień jest już wielką zdoby­czą" s. Z przekonania o „małości" człowieka zrodziła się myśl, że szczęście można osiągnąć tylko z dala od ludzi, od­sunąwszy się od nich. Z przekonania o nicości życia wynikał pogląd Solona4, że „nikt śmiertelny nie jest szczęśliwy, na kogokolwiek słońce spogląda, jest nie­szczęśliwy". Dwa wieki później grecki tragediopisarz, Sofokles, powie: „Nikt nie jest bez nieszczęścia i kto go ma najmniej, ten jest szczęśliwy". Sformułowana jeszcze przed naszą erą teza, że „wszy­stko jest małe, słabe, nietrwałe, zmieszane z cierpie­niem" znalazło zwolenników wśród filozofów i myśli- 1 Marek Aureliusz — cesarz rzymski, 121—180 r. n.e., filo­zof-stoik. 2 Por.: W. Tatarkiewicz O szczęściu, op. cifc, s. 414—420. 8 Tamże, s. 416. 4 Solon — prawodawca, polityk, filozof i poeta ateński — VII—VI w. p.n.e. cieli późniejszego okresu. Występuje również w nie­których systemach współczesnych (szersza ich analiza wykracza już poza temat książki). Myśl Arystotelesa 1 wyrażoną w słowach, że człowiek jest ucieleśnieniem słabości, pastwą przypadku, obra- zem zmienności...", w różny sposób przekazywano na przestrzeni całych wieków. Zestawienie szczęścia z nieuchronnym nieszczęściem prowadziło niekiedy do wręcz ponurych wniosków. So-fokles w jednej ze swoich siedmiu tragedii (Edyp z Kolonos) stwierdza: „Nie urodzić się, człowieku, to naj­wyższe, największe słowo. A jeśliś ujrzał światło dzien­ne, to za najlepsze miej odejść najszybciej tam, skąd przyszedłeś". Tak więc „nie istnieć" stało się w pew­nym okresie dziejów starożytnej Grecji niemal ha­słem 2. Fakt, że szczęście rozumiane jako radosne przeżycia i doznania prowadziło do pesymistycznych refleksji i wniosków, wydaje się zrozumiały. Wprowadzanie bar­dzo subiektywnego, właściwie zupełnie niewymierne­go układu odniesienia stwarzało możliwość równie subiektywnych ujęć i interpretacji, przy formułowaniu których z całą pewnością zaznaczał się wpływ osobi­stych przeżyć, doświadczeń i stanów psychicznych. Na­suwa to wniosek, że wyobrażenia o tym, co jest dla człowieka dobre, co wzbogaca jego życie, nadaje mu głębszy sens, nie mogą ograniczać się wyłącznie do radosnych doznań. Trzecie pojęcie szczęścia jest bardziej złożone, aniżeli dwa poprzednie, ponieważ łączy różne wartości, wokół których koncentrują się dążenia i pragnienia ludzi. Dla określenia tej odmiany szczęścia starożytni wpro- wadzili określenie eudajmonia (termin obecnie nie używany). ; Przez szczęście w tym ujęciu rozumiano posiadanie największej ilości (miary) dóbr dostępnych człowieko­wi. Dla jednych filozofów były to wyłącznie dobra moralne, dla innych wszystko to, co służy radości ży- 1 Arystoteles — najwybitniejszy filozof grecki w IV w. p.n.e. * Obszerne omówienie nurtu pesymistycznego w filozofii znaleźć można w książce W. Tatarkiewicza O szczęściu, rozdz. XXI, s. 414—445 cia. Inni zaś podkreślali znaczenie równomierności po­siadanych dóbr. Pojęcie „dobra" wymaga szerszego omówienia ze wzglę­du na częste zawężanie jego znaczenia, zwłaszcza w języku potocznym. Dobro oznacza w filozofii jakąś wartość ocenianą dodatnio, stanowiącą cel ludzkich dą­żeń i pragnień lub też wszystko, czemu taka wartość jest przypisywana. Filozoficzna klasyfikacja pozwala na wyodrębnienie dóbr materialnych i du­chowych, hedonicznych (przyjemność), wi­talnych (życie, zdrowie), kulturalnych. Mówi się także o dobrach samych w sobie (np. zdrowie) i dobrach instrumentalnych, które stanowią środek do osiągnięcia innego dobra (np. dobra materialne mogą służyć uprzyjemnianiu życia, pełniejszemu korzystaniu z dóbr kulturalnych, więk­szej trosce o zdrowie, wygląd zewnętrzny itp.). Dla zrozumienia szczęścia jako eudajmonii istotne są poglądy Epikura *. Stworzył on „filozofię szczęśliwego życia", której istotę oddaje następujący cytat: „Nie ma życia przyjemnego, które by nie było rozumne, moral­nie podniosłe i sprawiedliwe, ani też nie ma życia ro­zumnego, moralnie podniosłego i sprawiedliwego, któ­re by nie było przyjemne". Szczęście rozumiane jako posiadanie największej miary dostępnych dóbr skłaniało filozofów do dokonywania wyboru spośród tego, co człowiek jest w stanie osiąg­nąć. Wielu filozofów stawiało ponad wszelkie warto­ści dobra duchowe przy wyraźnym obniżaniu znacze­nia dóbr materialnych oraz niekiedy bardzo ostrym krytykowaniu tak zwanego używania życia. W litera­turze można znaleźć wypowiedzi tak sformułowane, że stanowiska wobec wartości (dóbr) nie budzą żadnych wątpliwości. Według Demokryta2 „nie zalety ciała i majątek dają szczęście, lecz prawość charakteru i bo­gactwo umysłu". Arystoteles pisał: „Nie bez słuszności określa się dobro samo przez się w związku z różnymi sposobami życia. Niewykształcony ogół i prostacy wi­dzą je w rozkoszy; dlatego też zadowalają się życiem 1 Epikur — filozof grecki żyjący na przełomie IV i III w. p.n.e. 8 Demokryt — wybitny filozof grecki — V—IV w. p.n.e. polegającym na używaniu". Utożsamiając życie szczę­śliwe z dzielnością etyczną podkreślał on, że szczęście „polega na poważnym wysiłku, a nie na zabawie". Zda­niem Arystotelesa „rozkoszom cielesnym może się od­dawać byle kto"1. Ważne wydają się również poglądy filozofów starożyt­nych na czynniki zapewniające szczęście. Demokryt wi­dział je w umiarze w działaniu. Zachowaniu równowa­gi wewnętrznej („pokoju ducha"), jego zdaniem, służy niepodejmowanie rzeczy przekraczających siły i zdolno­ści człowieka. „Właściwa miara jest pewniejsza od nad­miaru" — tak brzmi znana do dziś maksyma Demo-kryta. Do samodoskonalenia i zachowania wewnętrznej równowagi jako niezbędnych czynników szczęścia czło­wieka nawiązywał także Epikur, polecając między in­nymi studia filozoficzne. Oto niewielki fragment ob­szernej wypowiedzi na ten temat: „Niechaj młodzieniec nie zaniedbuje filozofii, a i starzec niech się nie czuje niezdolny do dalszego jej studiowania. Dla nikogo bo­wiem nie jest ani za wcześnie, ani za późno zacząć troszczyć się o zdrowie swej duszy. Kto zatem twier­dzi, że pora do filozofowania jeszcze dla niego nie na­deszła albo że już minęła, podobny jest do tego, kto twierdzi, że pora do szczęścia jeszcze nie nadeszła albo że już minęła". Podkreślanie znaczenia w życiu człowieka studiów fi­lozoficznych — lepsze wydaje się tu inne określenie — pogłębionej refleksji filozoficznej, podbudowanej wiedzą teoretyczną — zasługuje współ­cześnie na większą uwagę. Zarówno tempo życia, jak i silna presja różnego rodzaju informacji, bardzo zróż­nicowanych pod względem treści i źródeł przekazu, ma wielorakie reperkusje: jednych to dezorientuje i znie­chęca do samodzielnego, przemyślanego dokonywania wyborów, utwierdzając ich w przekonaniu o względno­ści wszelkich wartości, u innych rodzi przekonanie, że są dostatecznie zorientowani w kwestiach zasadniczych z punktu widzenia indywidualnej egzystencji, jej celu i sensu. Owa pozorność orientacji wzmacnia działania bezrefleksyjne, spontaniczne. ! Por.: J. Kuczyński Zyć i filozofować. Warszawa 1969, s. 463—464.
  • SZCZĘŚCIE W ROZUMIENIU POTOCZNYM

    Z literatury zagadnień wynika, że refleksje nad losem człowieka od najdawniejszych czasów były udziałem nie tylko myślicieli, mędrców czy moralistów, ale tak­że szerokiego ogółu. Trudno ustalić, jakimi kanałami przenikała refleksja filozoficzna do niewykształconych w spekulacjach intelektualnych mas, względnie w jaki sposób te dwa nurty przenikały się wzajemnie. Faktem jest, że niektóre myśli i sformułowania filozo­fów zespoliły się z tym, co nazywamy „mądrością lu­du", i weszły do bogatego arsenału legend, baśni, mak­sym i przysłów (np. arystotelesowskie powiedzenie, że „jedna jaskółka nie czyni wiosny"). Te często luźno ze sobą powiązane uwagi o życiu kon­centrowały się w znacznym stopniu wokół problemu szczęścia człowieka lub jego „niedoli" czy „złego losu" i przez wieki spełniały co najmniej dwie funkcje: objaśniały, często bardzo prymitywnie, zjawiska nie­zrozumiałe dla człowieka, a tym samym pomagały mu w pokonywaniu napotykanych trudności, w godzeniu się ze spadającymi na niego nieszczęściami; wywierały wpływ na kształtowanie się stosunku człowieka do życia, na jego światopogląd, stosunek do innych ludzi. Szczęście ze zrozumiałych względów fascynowało ludzi, a orientacja na nie towarzyszyła i, jak wspominaliś­my, nadal towarzyszy ich rozwojowi i życiu. W różne „wizje" szczęścia wprowadza dzieci świat ba­jek, które oddziałują na ich wyobraźnię i utwierdzają je bardzo wcześnie w przekonaniu, że istnieje coś nie­zwykle cennego, na pół prawdziwego, na pół baśnio­wego, coś, co ma wielki wpływ na całe życie czło­wieka. Wzory ludzkiego szczęścia przenikają do młodego po­kolenia różnymi kanałami: przez kontakt z literaturą, sztuką, poezją; przez ustny przekaz wartości i pod­kreślanie ich znaczenia w życiu; wreszcie przez wzory zachowań innych ludzi lub tworzenie sytuacji fikcyj­nych, jak to ma miejsce w filmach czy sztukach. Podane uprzednio na podstawie filozoficznej klasyfi­kacji szczęścia różne jego odmiany w potocznym rozu­mieniu wzajemnie się ze sobą przenikają lub łączą ele- menty jakościowo różne. Pomyślność rozumiana jest jako szczęśliwy traf czy zbieg okoliczności, jako zamoż­ność i udana realizacja życiowych zamierzeń. Dawniej mówiło się, że komuś fortuna sprzyja lub że ktoś po­siada fortunę (majątek). Powodzenie stanowi pojęcie nieco szersze. Potocznie rozumie się przez nie, poza korzystnym usytuowaniem materialnym, znajdującym wyraz w coraz wyższym standardzie życiowym, pięcie się po drabinie awansu społecznego, osiąganie stanowisk o wysokim prestiżu społecznym, a także pomyślną realizację bardzo oso­bistych zamierzeń i spełnienie niekiedy najbardziej intymnych pragnień. Jest to niewątpliwie bogaty zestaw oczekiwań, toteż na ich realizację musi składać się wiele czynników. Czy wszystkie one są brane pod uwagę? W sformuło­waniu odpowiedzi pomocny może być materiał empi­ryczny. Sięgnę więc do wyników przeprowadzonego w latach 1970—1975 sondażu opinii w kwestii, która jest głównym przedmiotem naszych rozważań. Do badań nad funkcjonowaniem rodziny jako środowiska wycho­wawczego włączono szereg pytań pośrednio związa­nych z tematem, tym niemniej ważnych z punktu wi­dzenia trwałości i zwartości rodziny. Jedno z nich do­tyczyło „szczęścia", które należy do rzędu wartości wią­zanych z rodziną w pierwszej kolejności. Z bogatego ilościowo materiału wybrałam do szcze­gółowej analizy dwa tysiące wypowiedzi młodzieży w wieku 15—25 lat i tysiąc wypowiedzi osób dorosłych. W odpowiedziach na pytanie: „Od czego zależy szczęś­cie człowieka?" uderza zaskakująca zgodność poglądów w jednej kwestii — wszyscy wskazywali na uwarunko­wania obiektywne (był w tym i przychylny człowie­kowi „los" i nie opuszczające kogoś powodzenie i moż­ność pomyślnego realizowania zamierzeń). Część wy­powiadających się zwracała uwagę także na znaczenie indywidualnych właściwości człowieka, jednakże do najważniejszych zaliczano umiejętność organizowania sobie warunków życia (zaradność), umiejętność załat­wiania ważnych dla siebie spraw, wyczucie sytuacji i łatwość dostosowywania się do nich (osoby dorosłe określały to jako „elastyczność"). Ogólny sens więk­szości wypowiedzi sprowadzał się do przekonania, że człowiek powinien umieć walczyć „o swoje" (tak to z reguły formułowano). Zebrany materiał nasuwa wiele refleksji, ale jedna spośród nich wydaje się mieć szczególne znaczenie, mianowicie — czy pomyślne dla człowieka przypadki lub zbiegi okoliczności oraz życiowa zaradność rze­czywiście zapewniają człowiekowi szczęście, zwłaszcza że wiąże się z nim tak liczne oczekiwania? W materiale sondażowym, wprawdzie nie reprezenta­tywnym dla całego społeczeństwa, wyraźnie zarysowa­ła się koncepcja życia na wzór dostatniej mieszczań­skiej egzystencji. Pozostaje to w rażącej sprzeczności z innymi deklarowanymi pragnieniami i dążeniami, na przykład z nastawieniem na życie ciekawe, bogate tre­ściowo, wyzwalające twórcze możliwości człowieka, sprzyjające rozwojowi jego indywidualności. Analiza zebranych materiałów pozwala na sformuło­wanie twierdzenia, że w całej problematyce szczęścia, podejmowanej tak szeroko i w różnych aspektach to, co obecnie wiąże się potocznie ze szczęściem, jest na ogół niczym innym, jak starym, dobrze znanym dą­żeniem do osiągnięcia możliwie najkorzystniejszych wa­runków egzystencji oraz dającej zadowolenie pozycji społecznej. Są to dążenia odpowiadające podstawo­wym potrzebom człowieka. Ze szczęściem może to mieć jednak mało wspólnego, jeżeli będziemy przez nie ro­zumieć również (a takie sugestie zgłaszano) radość ży­cia, głęboką wewnętrzną satysfakcję z własnych osiąg­nięć czy osiągnięć osób bardzo bliskich, wewnętrzny spokój, poczucie własnej wartości, świadomość włas­nej odrębności i wolności w dokonywaniu wyborów w ramach społecznie akceptowanych. Brak jakichś istotnych elementów w samym sposobie życia, w stosunku do wartości jest tak widoczny, że powiedzenie, iż „piętą achillesową człowieka jest jego stopa życiowa" przestaje wydawać się tylko żartem. Z filozoficznej lektury zagadnienia wynika, że pełnej zgodności w sprawie tak złożonej i subiektywnej jak szczęście nigdy nie było. Mniej dokładnie orientujemy się w nasileniu, na przestrzeni dziejów, indywidualnych nastawień na osiągnięcie szczęścia. Po prostu brak ska­li porównawczej. Z przekazów literackich, bo to jest główne źródło informacji, wynika, że w minionych epo- kach mniej na ten temat mówiono, mniej też dziedzin życia wiązano z przeżywaniem radości. Na przykład małżeństwo, rodzina stanowiły instytucje, które przede wszystkim miały do spełnienia wyraźnie określone obo­wiązki. Pragnienie szczęścia, jeżeli nawet towarzyszy­ło ludzkiej egzystencji (a w jakimś stopniu występo­wać musiało zawsze), nie stanowiło głównego motywu trwałego wiązania się ludzi. Wiemy natomiast, że jedną z cech charakterystycznych naszej epoki jest eksponowanie pragnienia szczęścia i to we wszystkich dziedzinach życia. Głębsza analiza zjawiska wykracza poza ramy książki. Zainteresowa­nie nim usprawiedliwia wyłącznie fakt, iż tendencja przenosi się również w sferę przygotowywania czło­wieka do samodzielnego życia, towarzyszy całemu jego rozwojowi, dorastaniu. Świadomość prawa człowieka do szczęścia jest pow­szechna, tkwi w nim głęboko. Głęboko także przeżywa­ny jest brak pozytywnej oceny własnej egzystencji. Nie wydaje się celowe wprowadzanie elementów oce­ny, przesądzania, czy to dobrze, czy źle, że poświęca tak wiele uwagi subiektywnym odczuciom. W okre­ślonej sytuacji bardziej przydatny może być inny spo­sób ujmowania zjawiska — na przykład próba pew­nego uporządkowania wyłaniających się w związku z nim problemów, wydobycie niedostatków i niekonsek­wencji, a także oczywistych nieporozumień. Jednym z nich w kontekście tematu jest sprowadzanie wartości przede wszystkim do dóbr (rzeczy) material­nych, wzrost nastawień na sukces osobisty. Jak wyni­ka z badań w wielu środowiskach, te dwa czynniki mają znaczenie priorytetowe. Wprawdzie włącza się w to także szczęście w życiu prywatnym, ale wymienio­ne wyżej wartości wysuwają się na czoło również w dziedzinach związanych z organizacją życia rodzinne­go, systemu wychowania dzieci, wyobrażeniami o szczę­ściu własnego potomstwa. Dla wychowawców, a rodziców w szczególności, nie może być obojętne, jakie systemy wartości funkcjonują w społeczeństwie, jakie wartości oni sami cenią naj­bardziej. Nie ukształtuje się w młodym pokoleniu po­żądanych postaw moralnych, jeżeli dorośli sami nie przywiązują wagi do zasad moralnych lub traktują je wybiórczo czy „elastycznie" (coś przyjmują, a coś w zależności od sytuacji odrzucają). Nie przygotowuje sią dobrze dziecka do samodzielnego życia, jeżeli wzo­ry postępowania rodziców będą sprzeczne z ich dekla­racjami słownymi. Zdeterminowanie jakimś jednym czynnikiem, nawet jeżeli jest on ważny z innego punktu widzenia, na przykład pragnienie zapewnienia rodzinie korzystnych warunków materialnych, może przyczyniać się do po­mnażania w szerszej skali społecznej zjawisk negatyw­nych, które są przez młodzież dostrzegane i oceniane. Wypaczenia i deformacje w sferze stosunków między­ludzkich pojawiają się wszędzie tam, gdzie naruszone zostają podstawowe zasady społecznego współżycia i współdziałania, gdzie dewaluują się pojęcia. Dochodzi do tego niejednokrotnie wbrew naszym własnym inte­resom, pragnieniom i potrzebom. Szerszy zasięg takiego zjawiska oraz jego długotrwa­łość może spowodować, że do obyczajowości wkradnie się jakiś nowy i jakościowo odmienny element. Do­piero głębsza analiza sytuacji, wykazuje, jak bardzo jest on szkodliwy i jak rozległe mogą być jego skutki. Przecenianie w kontaktach społecznych czynnika ma­terialnego przejawia się w sposób bardzo różnorodny. Zdewaluowało się na przykład w pewnym sensie uczu­cie wdzięczności. To cenne i piękne uczucie w stosun­kach między ludźmi wiąże się ponadto z innymi bar­dzo pożądanymi dyspozycjami: gotowością do bezinte­resownego świadczenia na rzecz drugiego człowieka, życzliwością i zrozumieniem problemów innych ludzi, dającą poczucie bezpieczeństwa świadomością społecz­nej więzi i solidarności. I to tej cesze nadaje się nie­jednokrotnie charakter karykaturalny. Nagminną formą wyrażania wdzięczności stały się tak zwane rewanże. Mają one swój konkretny wymiar ma­terialny lub też nabierają charakteru „wiązanej tran­sakcji" (przysługa za przysługę). Najdrobniejszy prze­jaw czyjejś życzliwości, uczynności staje się natych­miast impulsem do rewanżu, ów pośpiech powoduje, że ma to ewidentne i niesympatyczne cechy rozlicza­nia się. „Załatwienie całej sprawy" uwalnia człowieka od obciążania pamięci tym, że ktoś okazał mu kiedyś pomoc lub życzliwość. Ten społecznie szkodliwy mechanizm zrodziło prawdo­podobnie błędne przekonanie, że ftikt nikomu niczego nie musi świadczyć „za darmo". Zupełnym nieporozu­mieniem jest określanie tego rodzaju gestów jako „umiejętność życia z ludźmi". Możliwe, że o podobnych sytuacjach myślał francuski pisarz Saint-Exupery pisząc w Małym Księciu: „Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać, kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma maga­zynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyja­ciół" (fragment rozmowy Lisa z Księciem). Można do tego dodać fakt, że w dużych zbiorowościach żyjemy w znacznej od siebie izolacji, nie znamy się -i często nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie poznać się bliżej. Już z tej formalnej obcości rodzi się obawa, że czegoś się nie załatwi. Przyczyny mylenia różnych spraw i odstępowania od społecznie wartościowych sposobów współdziałania są niewątpliwie złożone. Jednak indywidualne postawy ludzi mogą osłabiać lub wzmacniać zjawiska negatyw­ne. My je często wzmacniamy wbrew własnym tak sil­nie akcentowanym i odczuwanym potrzebom. Trudno realizować pragnienie szczęścia w atmosferze braku zaufania do ludzi, braku wiary w ich życzli­wość, sumienność, obowiązkowość. Te właśnie uczucia przejawiane są nazbyt często i to w sytuacjach, które wcale nie wskazują na istnienie realnych ku temu pod­staw. Jest to tym bardziej niepokojące, że tak dużą wagę przywiązuje się do uwarunkowań obiektywnych, o czym już wspomniałam. Uwadze uchodzi fakt, że istotnym elementem świata obiektywnego jest otocze­nie społeczne. Między nim a jednostką musi być zacho­wana równowaga, jeżeli świat, w którym żyjemy, nie ma nam się wydawać nieprzyjazny czy wręcz wrogi. Tymczasem wprowadzamy elementy, które tę równo­wagę zakłócają, a co gorsze niekiedy bardzo wcześnie uświadamiamy dzieciom, że ludzie dorośli mogą być dla nich życzliwi, jeżeli się o to specjalnie postarać. Wyrazem podobnych kategorii myślenia jest na przy­kład to, że już trzylatki w przedszkolu wciskają do ręki swojej pani różne prezenciki, chociaż na ogół nauczycielka wcale sobie tego nie życzy, a dziecko nie rozumie, po co to robi.
  • Szczęście dziecka

    Interesujący pogląd na czynniki zapewniające szczęście człowieka miał Senekal, pesymistycznie oceniający eg­zystencję ludzką na tle szerszej zbiorowości i w świe­cie podporządkowanym rządzącym nim prawom. Szczę­ście uzależniał Seneka przede wszystkim od samego człowieka, jego postawy wobec toczących się wydarzeń i towarzyszących im sytuacji. Szczęśliwym — jego zda­niem — może być tylko ten, kto osiągnął „najwyższą mądrość i nie polega już na niczym innym, tylko na sobie", a ponadto ktoś „... kogo nic nie potrafi po­mniejszyć". Konsekwencją takiego ujęcia postawy człowieka wobec życia są dalsze wywody Seneki: „... kto się opiera na czyjejś postronnej pomocy, może upaść...". Życie szczęśliwe rozumie on jako wolne od trosk i „nieprze­rwanie spokojne". Do „wolności od trosk i nieprzerwa­nej spokojności" dochodzi się „poprzez poznanie całej prawdy", „poprzez zachowanie we wszystkich poczy­naniach właściwego porządku, odpowiedniej miary i przyzwoitości oraz nie szkodzącej, życzliwej woli, bacz­nej na wymogi rozumu, nigdy od niego nie dostępują­cej, zarazem godnej miłowania i podziwu." 2 W eudajmonicznej interpretacji szczęścia mieści się więc mądrość (rozum), wysoka moralność, umiar i roz­sądek (rozwaga), konsekwencja i siła w dążeniu do szlachetnych celów. Seneka mając na uwadze takie ce­chy człowieka pisał: „... zganiłbym zajętych rzeczami próżnymi. Tych znów, którzy rwą się do dzieł szlachet­nych, im więcej się będą do nich przykładać, im mniej się pozwolą zwyciężać i powstrzymywać, tym bardziej będę pochwalał i wołał: "Jesteś teraz o tyle doskonal­szy* 3. Wśród cenionych właściwości człowieka wielu filozo­fów najwyżej ceniło rozum (mądrość). Znalazło to wy- 1 Lucjusz Anneusz Saneka — polityk i filozof rzymski (I w. n.e.), wychowawca Nerona, reprezentant filozofii stoi­ckiej późniejszego okresu, wybitny popularyzator idei stoi-cyzmu, autor wielu rozpraw: O życiu szczęśliwym, O krótkości życia. 2 Cytaty z Seneki za: J. Kuczyński Zyć i filozofować, op. cit., s. 464—465. 3 Historia starożytnej Grecji i Rzymu. Wybrane teksty z historii filozofii. Jan Legowicz. Warszawa 1970, s. 302. raz kilkanaście wieków później w powiedzeniu, że „le­piej być nieszczęśliwym Sokratesem niż zadowolonym głupcem" (J. S. Mili). Jak już podkreślaliśmy, niektórzy filozofowie mówiąc o „największej mierze dóbr" mieli na myśli nie tylko dobra (wartości) duchowe i kulturalne, ale także dobra materialne lub mówiąc inaczej zarówno dobra same w sobie, jak i dobra instrumentalne. Z takiego połą­ czenia wszystkich dóbr wyłaniał się optymalny model szczęścia, daleki od tego, co człowiek jest w stanie osiągnąć. Szczęście w czwartym znaczeniu to zadowolenie z całości życia, bez względu na posiadane czy nieposiadane różne dobra. Odczuwany stan zadowo­ lenia ma w tym przypadku charakter bardziej stabilny (trwały) aniżeli wówczas, gdy utożsamia się z nim in­ tensywną radość czy przyjemność. Władysław Tatarkiewicz temu sposobowi rozumienia szczęścia poświęca w swojej książce obszerny fragment. Polski filozof zwraca uwagę na moment bardzo ważny dla całości podjętych przez nas rozważań. Tak rozu­ miane szczęście jest chyba właśnie tym dobrem, które­ go oczekujemy i do osiągnięcia którego możemy dą­ żyć, czyniąc z niego cel swojego życia. W ujęciu idealnym zadowolenie z życia, aby mogło być utożsamiane ze szczęściem, musi być pełne i trwałe, a także powinno obejmować całość życia. Nas jednak nteresuje nie wzorzec idealny, trudny do osiągnięcia, lecz taka interpretacja wartości zawartych w pojęciu szczęścia, aby stały się one dla człowieka dostępne. Władysław Tatarkiewicz proponuje przybliżone (aprok- symatyczne) podejście do problemu. Zadowolenie z ca­ łości życia nie jest łatwe wobec napotykanych trud­ ności w zaspokajaniu potrzeb, przeszkód w realizacji różnych zamierzeń, spotykających człowieka przykrości spadających na niego nieszczęść. Jednakże umiejęt­ ność cieszenia się fragmentami życia, jego szczegółami wpływa bardzo dodatnio na ogólny stosunek do nie­ go. Drobne źródła radości mają zdolność promienio­ wania — łagodzą okresowe napięcia, niezadowolenie zniechęcenie, potęgują dyspozycje do przeżywania stanów pozytywnych. Na tę cenną właściwość zwraca- ją obecnie uwagę psychologowie i lekarze, rozważając czynniki zapewniające zdrowie psychiczne. Zadowolenie z całości życia ma jednak swoją specyfi­ kę. Zwraca na to uwagę Władysław Tatarkiewicz: „Człowiek nie jest w stanie cieszyć się nieustannie. W szczególności zaś cieszy się życiem; już po prostu dlatego, że nie może nieustannie myśleć o swoim ży­ ciu, jest to myśl zbyt ogólna jak na co dzień. Mimo to niejeden powie, że jest trwale z życia zadowolony; wy­ starcza, że o ile myśli o swym życiu i zastanawia się nad njm, odczuwa je i ocenia dodatnio; że ilekroć pyta siebie, czy jest zadowolony z życia, odpowiada sobie, że tak. I to wystarcza, by powiedzieć, że jest trwale zadowolony z życia. Nie jest niezbędne, by człowiek szczęśliwy powtarzał sobie wciąż: jakże jestem zado­ wolony z życia, jakże szczęśliwy. Jest zadowolony nie tylko wtedy, gdy o zadowoleniu swoim myśli i je so­ bie uświadamia. Podobnie jak bogatym człowiek jest nie tylko wtedy, gdy liczy swe kapitały."1 Wyjaśnienia wymaga wreszcie określenie zadowolenia z życia jako pełne. Chodzi o przeżycia sięgające w głąb świadomości człowieka, przenikające go, a nie o doznania powierzchowne, przelotne. Filozof polski pisze: „Kto żyje głębszym nurtem, tego cierpienia się­gają w głąb świadomości tak samo, jak jego zadowole­nie. Los jego waha się między szczęściem a nieszczę­ściem, inni zaś ludzie żyją poza tymi kategoriami, ży­cie ich jest przyjemne lub przykre, ale ani szczęśliwe, ani nieszczęśliwe." 2 Zdaniem wielu filozofów pozytywna ocena własnego życia, zadowolenie z niego, to nie tylko sprawa czyn­nika emocjonalnego, ale także intelektualnego. Zado­wolenie z życia zawiera w sobie zarówno radość (cie­szenie się nim), jak i aprobowanie go, dodatnią oce­nę. Jeżeli te dwa elementy nie są ze sobą ściśle sprzę­żone, trudno o zachowanie niezbędnego obiektywizmu w sprawie tak osobistej, jak ocena własnego istnienia w szerokim tego słowa znaczeniu. W filozoficznym ujęciu tematu mieści się także pyta­nie, czy szczęście jest dobrem. Odpowiedź 1 W. Tatarkiewicz O szczęściu, op. cit., s. 33. 1 Tamże, s. 34—35. na to pytanie filozofowie uzależniają od wartości, jakie się wiąże z tym pojęciem. Przedstawiliśmy punkt wi­ dzenia Arystotelesa na koncepcję istnienia wypełnioną dążeniem do „używania" życia. Podobne stanowisko zaj­ muje polski filozof, Janusz Kuczyński: „Szczęście — ta powszechna, choć jakże różnorodna chimera wszyst­ kich czasów — jest często podejrzane, może być pu­ łapką lub po prostu oszustwem. Ileż to istnień zmar­ nowano w pogoni za fikcją lub pozornymi wartościa­ mi! Szczególnie rozpowszechnione i popularne szczęście użycia, posiadania, dostatku, zaspokojenia, trwałego za­ dowolenia — wprowadza prawdziwe zniszczenie, po­ dłość, egoizm, wreszcie marazm podobny do śmierci rozłożonej na raty."1 Autor przytoczonego fragmentu podkreśla negatywną funkcję szczęścia zarówno w odniesieniu do historii, jak i indywidualnej egzystencji człowieka. W pierw­ szym przypadku stwierdza, że „... na szczęście niewiele było w dziejach epok szczęśliwych, a jeśli były — prze­ mijały jak mgnienie chwili, nieuchwytnie. Historia by­ ła tragedią lub komedią, w najlepszym razie drama­ tem, ale nigdy jeszcze nie była sielanką".2 W drugim przypadku uważa, że szczęście jest „zabójcze dla jed­ nostki, dla jej autentycznego człowieczeństwa"s. Ta jednoznacznie pesymistyczna, a w ocenie dziejów ludzkości kontrowersyjna ocena szczęścia nie oznacza całkowitej jego negacji. J. Kuczyński poddaje krytyce tak zwane „szczęście mieszczanina", jego zdaniem pry­ mitywne, pojmowane jako nasycenie, odbierające po­ trzebę działania4. Przeciwstawia mu szczęście zbliżone do eudajmonii, jednak w ujęciu nowoczesnym, jako ealizację dialektycznej koncepcji życia. Możliwość osiągnięcia szczęścia widzi autor w pokonywaniu włas­ nego egoizmu, w angażowaniu się w najbardziej ży­ wotne sprawy otaczającego świata, po to, aby go prze­ kształcać i doskonalić, w ciągłym dążeniu naprzód, w ustawicznej walce z samym sobą. Prezentacja poglądów na szczęście wszystkich filozo­fów, myślicieli i moralistów oraz rozstrzyganie od- J. Kuczyński Żyć i filozofować, op. cit., s. 459. Tamże, Tamże. Tamże, s. 462. N wiecznych sporów, jakie toczyły się wokół szczęścia, nie należy do tematu książki. Chcieliśmy przede wszy­ stkim zwrócić uwagę na różnorodność zajmowanych stanowisk, ukazać ogromną pojemność treściową słowa, a także trudności związane z dokonywaniem wyboru spośród tak licznych zawartych w nim wartości. Być może samo nawiązanie do poglądów wybranych filozofów wzbudzi u kogoś większe zainteresowanie tą problematyką. Nie trzeba uzasadniać, że jest ona pas­ jonująca. Jest poza tym bliska każdemu człowiekowi, niezależnie od przekonań światopoglądowych. We wszy­ stkich systemach filozoficznych, religijnych ma ona swoje miejsce i to wcale nie marginesowe. Szczegól­ nie ciekawe są sposoby interpretowania szczęścia, wią­ zania go z różnymi, często całkowicie odmiennymi war­ tościami. Wprawdzie pierwsze skojarzenia ze szczęściem doty­czą spraw związanych z codzienną egzystencją człowie­ ka, a w tej dziedzinie z pomyślną realizacją życiowych zamierzeń, to jednak kryją się za tym także głębsze treści, pragnienia i tęsknoty. Nie zawsze są one w peł­ ni uświadamiane. Często dopiero uwidoczniony brak czegoś lub kogoś odwraca naszą uwagę od codzienno­ ści i jej materialnej oprawy. Nie będziemy rozstrzygać, czy istnieje coś takiego, jak los, który albo sprzyja człowiekowi, albo jest wobec niego wrogi czy obojętny; chociaż tego rodzaju inter­ pretacja ma walor użyteczności, ponieważ podsuwa różne łatwe sposoby tłumaczenia trudnych życiowych sytuacji. Niewątpliwie bywają korzystne dla człowie­ ka lub niekorzystne zbiegi okoliczności, takie układy sytuacyjne między ludźmi, z których wynikają pewne ułatwienia niedostępne w innych okolicznościach lub też które udaremniają realizację zamierzeń, a nawet niszczą człowieka. Nie ma w tym jednak żadnego mi­ stycyzmu, działania jakichś sił nadprzyrodzonych. Je­ żeli mówi się, że ktoś „miał szczęście", chodzi o nic in­ nego, jak o podkreślenie, że osiągnął on więcej lub tyl­ ko to, co zamierzał w warunkach, które mu sprzyjały. Mogą to być okoliczności, często jest to tylko wynik większych indywidualnych możliwości człowieka, lep­ szego do czegoś przygotowania, wyższych umiejętno­ści. Są to sprawy nietrudne do ustalenia, jeżeli przyjąć obiektywne kryteria oceny. Jednakże na ogół interpre­tacja czyjejś pomyślności (powodzenia) ma charakter zdecydowanie subiektywny, jest wyrazem stosowania własnej miary, niekiedy tendencyjności w sposobie ob­jaśniania. Przeważnie też nie zna się ceny czyjegoś po­wodzenia. Powierzchowność w ujmowaniu problemów o tak du­żym znaczeniu z indywidualnego punktu widzenia ma swoje niepożądane reperkusje w kształtowaniu się po­stawy życiowej młodego pokolenia, bowiem wypacza niejednokrotnie obraz rzeczywistości, staje się czynni­kiem dezinformacji, dewaluuje wartości, jakie w in­nych sytuacjach staramy się mu przekazać. Na tej płaszczyźnie rodzi się tolerancja dla różnych przeja­wów lawirowania, ułatwiania sobie „kariery", odstę­powania od zasad zapewniających prawidłowe współ­życie i współdziałanie ludzi. Założenie, że istnieje coś takiego, jak pomyślność przejawiająca się w postaci przychylnego dla człowie­ka losu, zawiera w sobie także inne niebezpieczeń­stwa, a mianowicie: zbytnia ufność w przychylności losu może być czyn­nikiem osłabiającym tkwiące w człowieku możliwości twórcze, może wpływać niekorzystnie na jego osobo­wość, rozwijając niepożądane cechy i kształtując nie­pożądane postawy. Zbytnia ufność we własne szczęście prowadzi niekiedy w konsekwencji do zaprzepaszczenia życiowych szans, indywidualnych możliwości, a przy braku rozwagi i poczucia odpowiedzialności za własne czyny może zepchnąć człowieka na margines życia spo­łeczeństwa, fatalistyczna interpretacja własnego losu, przeko­nanie, że w ogóle nie ma się szczęścia, może zaważyć ujemnie na życiu człowieka, pozbawiając go poczucia pewności siebie, wiary we własne siły i możliwości, w celowość intensyfikacji działań ukierunkowanych na realizację jakichś zamierzeń. Mimo iż przytoczone poglądy na szczęście stanowią je­dynie ilustrację problemu bardzo złożonego i ujmowa­nego w różnych wariantach, warto, mając na uwadze temat książki, dokonać ich podsumowania. Pójdziemy drogą przyjętej kolejności ich relacjonowania. Przejawiana przez starożytnych wiara w dobry lub zły los zawierała w sobie elementy ważne dla in­dywidualnych kolei życia człowieka. Są to jednoznacz­nie położone akcenty na takie cechy jak dziel­ność, odwaga, wytrwałość w dążeniu do celu. Te same właściwości również obecnie stanowią warunek reali­zacji dążeń indywidualnych i społecznych. Nasuwa się tylko pytanie, w jakim stopniu rozwijamy je w pro­cesie wychowania dzieci i młodzieży, czy w ogóle przy­wiązujemy do nich wagę w stopniu niezbędnym dla samodzielnego, pomyślnego i skutecznego działania młodego pokolenia? Czy tak rozpowszechnione „wyde­likacanie" dzieci, chronienie ich przed większym wy­siłkiem, pokonywaniem trudności może wyzwalać siłę i odwagę? Co kojarzy się obecnie młodemu pokoleniu z pojęciem „dzielność"? Czy nie jest przypadkiem tak, że wymienione pojęcie u wielu młodych ludzi rodzi wyłącznie skojarzenia historyczne, wiąże się przynaj­mniej w naszym przypadku z walką o byt narodowy w sytuacjach szczególnego zagrożenia? Co robią dorośli, aby rozwinąć u dziecka odwagę i dzielność w warun­kach stabilizacji życia, kiedy to wymiar obu cech wy­daje się mniejszy, nie tak fascynujący i trochę poniżej aspiracji młodzieży? Przecież nie brak wśród niej ta­kich, którzy marzą o dokonaniu w życiu czegoś ważne­go, czegoś, co się „naprawdę liczy". Czy ukazując i podkreślając, zresztą jak najbardziej słusznie, odwagę i męstwo starszego pokolenia w la­tach okupacji nie dajemy mimo woli młodzieży do zro­zumienia, że w warunkach pokoju nie ma miejsca na wykazanie się tymi samymi cechami? Wyobrażenia o sile, odwadze, dzielności kształtują się pod wpływem funkcjonujących w społeczeństwie wzorów zachowań. Wystarczy sięgnąć do jakiejkolwiek powieści historycz­nej, aby znaleźć niekiedy obszerne fragmenty dotyczą­ce wymagań stawianych dorastającej młodzieży. Jeżeli w jakimś środowisku brakowało tych elementów, ne­gatywne skutki były wyraźnie dostrzegalne. Wiele wniosków nasuwają poglądy utożsamiające szczęście z radosnymi przeżyciami i doznaniami. Akcen­ty pesymistyczne w poglądach na życie, chociaż może nazbyt skrajne, wprowadzają do rozważań czynnik ra­cjonalny, zwracają uwagę na to, jak ryzykowna, a na- wet niebezpieczna może być nadmierna koncentracja na pragnieniu wyłącznie doznań radosnych. Życie stwa­rza różne sytuacje, część z nich nie jest zależna od człowieka, niektóre mają charakter nieuchronny (np. śmierć). W tym kontekście twierdzenie, iż „jeden bez-bolesny dzień jest już wielką zdobyczą" nabiera istot­nego znaczenia. Przede wszystkim zwraca uwagę na potrzebę wyważonego oceniania własnych życiowych sytuacji i osiągnięć. Nie jest to łatwe i wymaga dłuż­szego intelektualnego treningu. Można do tego dojść samemu, lepiej jeżeli odpowiednie przygotowanie wy­niesie się z domu. Czy jednak wynosi się je? Najbogatszym źródłem refleksji jest trzecia odmiana szczęścia. Harmonijne połączenie różnych wartości wy­daje się najbardziej odpowiadać naszym potrzebom. Chcemy żyć przyjemnie i wygodnie, dążymy do pięk­niejszej oprawy naszej codziennej egzystencji, chcemy wypełnić ją bogatymi treściami. Pośpiech, z jakim realizujemy te pragnienia, powoduje, że nazbyt często zamiast samodzielnie dokonywać wy­borów zgodnie z własnymi zainteresowaniami, pasjami, wyrobionym smakiem artystycznym przejmujemy wzo­ry funkcjonujące w środowisku, po prostu w sposób bezrefleksyjny naśladujemy je. W sferze motywacji zachodzą tu na ogół nie uświada­miane przekształcenia. To nie upodobania i pasje wy­znaczają kierunek działania, a pragnienie dorównania innym. Zmienia to wszystko w sposób zasadniczy. Po­mniejszeniu ulega radość z tego, co się już osiągnęło, natomiast wzmacniają się tendencje do zdobywania co­raz to nowych rzeczy. W takiej sytuacji trudno jest respektować zalecaną przez Demokryta „właściwą mia­rę we wszystkim". Trudno również o zachowanie po­stulowanej przez niego wewnętrznej równowagi, a więc tego, co jest nam współcześnie potrzebne bardziej, aniżeli wszystkie inne „dobra". W związku z poruszonym tematem nasuwa się pyta­nie, czy przyczyny przedstawionej sytuacji to tylko sprawa pośpiechu, „tempa życia"? Sądzę, że nie można zadowolić się tego rodzaju wyjaśnieniem. Zbyt wiele energii i czasu inwestujemy w realizację naszych zamierzeń, aby godzić się z ich żywiołowym charakterem, aby uznać chęć dorównania innym za wystarczający motyw działania, zwłaszcza że naśladow­nictwo faktycznie mało nam ułatwia w dziedzinie doznań najbardziej osobistych, a tylko pozornie i na krótko ma wpływ na zadowolenie z życia. Człowiek, jeżeli chce zachować wewnętrzną równowa­gę, musi mieć własny świat wartości i podporządkowa­nych im dążeń. Daje to poczucie odrębności, autentycz­ności i niepowtarzalności indywidualnego istnienia, stwarza większe możliwości niczym nie zafałszowanego angażowania się, wyznacza równocześnie granice róż­nych dążeń. Powielanie cudzych wzorów pogłębia je­dynie niepokój i rozdrażnienie, ponieważ mimo woli podporządkowuje się cudzym staraniom i osiągnięciom, a dokonując ciągłych porównań łatwo popadać w róż­nego rodzaju stresy. Rola satelity nie jest ani łatwa, ani przyjemna, toteż nikt się nie chce do niej przy­znawać. Rozwinął się w związku z tym cały system kamuflaży. Jednym z takich sposobów jest bardzo rażące w nie­których środowiskach dyskwalifikowanie osób, które z różnych względów stymulują aspiracje i dążenia in­nych. Chciałoby się mieć czyjąś pozycję, czyjeś wła­ściwości, czyjś dorobek, ale jakże się do tego przyznać? Łatwiej dyskwalifikować taki pierwowzór, ponieważ ukazywanie skaz obniża jego wartość, a fakt, że ktoś te skazy dostrzega, ma rzekomo podnosić jego kwali­fikacje i walory. Są to zabiegi bardzo prymitywne, nie­trudne do odczytania i dziwić może jedynie nagmin-ność ich stosowania, zwłaszcza że ogólny poziom inte­lektualny społeczeństwa znacznie się podniósł. Jed­nak w sferze moralnej muszą występować poważne braki, skoro metoda pomniejszania innych spotyka się nadal z tolerancją. Nie dostrzega się również potępie­nia tak zwanych opluwaczy. Jest to określenie niewąt­pliwie rażące, tym niemniej charakteryzuje ono naj­lepiej osoby, które własne niedostatki i kompleksy sta­rają się ukryć za takim właśnie sposobem bycia. Nie­pokojące, że „opluwacze" niekiedy imponują, uważa się ich za ludzi odważnych, niezależnych w swoich są­dach, chociaż nic łatwiejszego jak operowanie „śliną". Harmonijne łączenie różnych wartości, a to najbardziej sprzyja odczuwaniu uczucia zadowolenia z własnego życia, zależy od uwzględniania w procesie wychowania w szerszym zakresie, aniżeli ma to miejsce obecnie, ta­kich czynników jak: rozwijanie indywidualności dzie­ci i młodzieży, wdrażanie w systemy wartości i ucze­nie samodzielnego dokonywania wyborów spośród nich, rozbudzanie potrzeb intelektualnych, kulturalnych i estetycznych, zwracanie uwagi na znaczenie w życiu człowieka umiejętności „bycia sobą" i wyrażania sie­bie w sposób użyteczny społecznie oraz służący dalsze­mu indywidualnemu doskonaleniu. Tak często spotykane narzucanie młodzieży różnych schematów życia tylko na tej zasadzie, że wydają się one sprawdzone, ponieważ stabilizują i chronią przed większym ryzykiem, nie ma żadnego głębszego uza­sadnienia i niczemu dobremu nie służy. Łatwo nato­miast zmarnować własne szanse, niekiedy niebagatelne. Nigdy chyba bardziej niż współcześnie nie zasługiwała na uwagę myśl Epikura, że życie przyjemne powinno być rozumne, moralnie podniosłe i sprawiedliwe oraz — odwrotnie. W czwartej odmianie szczęścia na wyeksponowanie za­sługuje postulowana umiejętność cieszenia się fragmen­tami życia. Wiąże się to między innymi z dyspozycją do przeżywania radości. Czy wszyscy ją posiadają, a jeśli nie, to. czym wytłumaczyć jej brak? Nie jest to wyłącznie sprawa właściwości wrodzonych, chociaż i te mają znaczenie. Zdolność do przeżywania radości, cie­szenia się jest w znacznym stopniu uwarunkowana wpływami społecznymi. Składają się na nie zarówno koleje losu i towarzyszące im przeżycia, doświadczenia, jak i system wychowania, który może wzmacniać po­stawę życiowego optymizmu i zdolność do przeżywa­nia radości, może także wymienione właściwości osła­biać. W pedagogicznej problematyce szczęścia dziecka wa­runki jego życia w rodzinie, sposób, w jaki dziecko jest wychowywane, mają zasadnicze znaczenie. Są pod­stawy do twierdzenia, że doświadczenia i wpływy z tego okresu wyznaczają dyspozycje człowieka doro­słego.
  • Szczęście dziecka

    Przykład może wydawać się infantylny, niewiele zna­czący. Jestem jednak innego zdania. Kilkunastoletnie zainteresowanie dydaktyczno-wychowawczym funkcjo­nowaniem szkoły dostarczyło mi materiałów, z których jasno wynika, że uzyskiwane przez dziecko złe lub sła­be oceny przypisuje się często niemożności obdaro­wania nauczyciela znaczącym prezentem. Poza fałszy­wym stosunkiem do całej sprawy krzywdzono także wiele osób, nie pomagając równocześnie w niczym własnemu dziecku. Rodzice skłaniani przeze mnie'do nawiązania kontaktu z nauczycielem odpowiadali, że „tu nie ma o czym rozmawiać, tu trzeba coś dać". Wo­bec takiej postawy wszelkie argumenty są zbędne. Ze szczęściem wiąże się obecnie prestiż społeczny wy­konywanego zawodu. Zwracają na to uwagę zarówno dorośli, jak i młodzież. Są jednak podstawy do twier­dzenia, że wyraz prestiż interpretowany jest błędnie. Rzeczywiste wykładniki społecznego prestiżu wykony­wanego zawodu to dobre do niego przygotowanie i do­bre jego wykonywanie, wysoka ranga społecznej uży­teczności tego, co się robi, wynikające z uświadamiania sobie tej użyteczności poczucie godności osobistej. Dobry fachowiec, rzemieślnik z prawdziwego zdarzenia nie uzależnia jakości swoich usług od gratyfikacji „za fatygę", nie wyłudza od nikogo „napiwków", a każ­dą próbę potraktowania go w ten sposób uzna za oso­bistą obrazę. Mierny fachowiec lub ktoś, dla kogo pie­niądze są ważniejsze aniżeli uznanie i szacunek lu­dzi, może mieć różne sposoby pomnażania swoich do­chodów. Jest to w każdym przypadku sprawa osobis­tych wyborów, tylko sytuacje powinny być klarowne. Jeden ceni swoje kwalifikacje i oczekuje społecznego uznania, ponieważ ma do tego prawo, ktoś inny chce przede wszystkim dobrze zarobić. Takiego' jasnego po­działu wśród ludzi wykonujących różne zawody bardzo nam brakuje, chociaż społeczeństwo dorosłych składa się z jednych i drugich. Ponieważ jednak zjawiska ne­gatywne bardziej rzucają się w oczy, sprzyja to uogól­nieniom i tym sposobem tak pożądany społeczny pres­tiż wykonywanej pracy zaczyna , być w makroskali bardzo problematyczny. W wielu przypadkach dopłacamy do wykonywanych przez kogoś obowiązków, równocześnie coraz bardziej tracąc zaufanie i szacunek dla ludzi. Ten swoisty pa­radoks przynosi w skali społeczeństwa wiele szkód. Źle również wpływa na przygotowanie do życia dzieci i młodzieży. W zestawieniu z szerokim zakresem życiowych ocze­kiwań młodego pokolenia omawiana sytuacja z góry udaremnia realizację wielu ważnych potrzeb i prag­nień, pomniejsza człowieka w różnych układach spo­łecznego współdziałania. Świadomość tego może ro­dzić nastroje zniechęcenia. W potocznych rozważaniach o szczęściu nie bierze się pod uwagę ceny, jaką trzeba często płacić za zabiega­nie o nie, a także nowych sytuacji, które powstają w wyniku spełniania się określonych pragnień. Sprawa ma niewątpliwie charakter wieloaspektowy. Weźmy chociażby tylko rozczarowanie, jakie niekiedy towarzyszy pomyślnej realizacji zamierzeń. Uczucie rozczarowania może występować zarówno wó­wczas, gdy nie udaje nam się czegoś osiągnąć, jak i wtedy, gdy osiągnięcie z różnych przyczyn nie cieszy nas lub nie cieszy nas tak bardzo, jak się tego spodzie­waliśmy. Osiągnięciom mogą towarzyszyć okoliczności, które obniżają ich wartość i znaczenie, rodzą niesmak lub świadomość, że włożony w nie wysiłek fizyczny i psychiczny był niewspółmierny do tego, co się fak­tycznie osiągnęło. Możemy czuć się rozczarowani także wtedy, gdy nie mamy z kim dzielić naszej radości lub gdy bliskie oso­by nie wykazują większego zainteresowania naszymi osiągnięciami czy wręcz dewaluują ich znaczenie. Wydaje się, że powodzenie w realizacji indywidualnych zamierzeń tylko wówczas może być jednym z kompo­nentów szczęścia, gdy mamy pewność, że będzie ono źródłem naszego zadowolenia, satysfakcji bez względu na okoliczności, jako wartość sama w sobie. Towarzyszące działalności jednostki powodzenie stwa­rza często nowe dla niej sytuacje, powstają nowe pro­blemy, nie zawsze przyjemne, łatwe, wzmacniające doznawaną radość z osiągnięć. Używałam dotąd określenia „powodzenie" świadomie unikając wyrazu „sukces", jakkolwiek należy on obec­nie nie tylko do często używanych, ale i nadużywa­nych. Wyczerpująca analiza pojęciowa wyrazu sukces nie należy do tematu książki; należałoby jednak zwró­cić uwagę na dużą dowolność jego interpretacji. Prze­mawia za tym fakt, iż we wszystkich badaniach doty­czących planów młodzieży na przyszłość, wyobrażeń o własnym samodzielnym życiu, o szczęściu osiąganie sukcesów jest bardzo silnie eksponowane. Nie ma dostatecznej jasności w kwestii rozumienia sa­mego pojęcia, chociaż przy realizacji zamierzeń czy wykonywaniu różnych czynności rozróżnianie powo­dzenia, pomyślności i sukcesu jest sprawą o zasadni­czym znaczeniu. Dążenie do sukcesów jest u niektórych osób niemal obsesyjne, może więc dlatego między in­nymi wypada niekiedy z hierarchii wartości dobra, rzetelna robota, znajomość rzeczy, obowiązkowość i po­czucie odpowiedzialności w wykonywaniu obowiązków. Niekiedy postawy młodzieży, a także starszych oscy­lują między nastawieniem na sukcesy a „bylejakoś-cią", przeciętnością, miernością. Nie uwzględnia się sy­tuacji „środkowych", na miarę większości ludzi, także satysfakcjonujących społecznie. Jeżeli nada się rzeczom właściwy wymiar, podniesie społeczną rangę wszelkie­go ludzkiego działania, wówczas nie będzie podziału na sytuacje, które stwarzają możliwości odnoszenia sukce­sów i te wszystkie inne, mniej ważne, nie zasługujące na szacunek. Może mniej osób będzie cierpiało na „kom­pleks zawodowy"; może przestaniemy tak wielką wagę przywiązywać do sposobu nazywania zawodów i „dorę­czyciel pocztowy" stanie się szanowanym listonoszem, „gospodarz domu" szanowanym dozorcą, „pracownica handlu" sympatyczną, kulturalną i kompetentną w swoim fachu ekspedientką; może nie trzeba będzie podpierać się przy każdej okazji tytułami, jak niegdyś w monarchii austrowęgierskiej. Sukces to stworzenie czegoś szczególnie wartościo­wego w wybranej dziedzinie życia społecznego, na przykład w nauce, sztuce, działalności społeczno-gos­podarczej, politycznej; to także dokonanie jakiegoś wyczynu, na przykład w sporcie; wreszcie za sukces można uznać pokonanie szczególnie wysokiego stopnia trudności przy osiąganiu określonego celu. Potocznie jednak przez sukces rozumie się często także takie osiągnięcia, które są naturalnym, oczywistym rezulta­tem czyichś działań, na przykład awans w pracy na wyższe stanowisko po określonym stażu pracy, dosta­nie się na wyższą uczelnię bez egzaminu wstępnego ze świadectwem prymusa itp. Nadawanie nadmiernego znaczenia jednym sprawom i obniżanie wartości innych pociąga za sobą chaos, pomieszanie różnych rzeczy, a to dezorientuje człowie­ka, nie pozwala mu być sobą, rodzi uczucie ciągłego niedostatku czegoś ważnego, a równocześnie trudnego do określenia. Najbardziej cierpi ambicja człowieka. Rozczarowania wynikające z nieusatysfakcjonowania ambicjonalnego odbijają się niekorzystnie na atmos­ferze w szerszych zbiorowościach: w grupach zawodo­wych, w otoczeniu sąsiedzkim; szczególnie niekorzyst­nie odczuwa się je w układach różnego rodzaju blis­kości z innymi ludźmi (związki rodzinne, przyjaciel­skie, towarzyskie). Osoby zawiedzione i rozczarowane rzadko dopatrują się przyczyn odczuwanego niezadowo­lenia w zaakceptowanej przez siebie koncepcji życia i dokonanych kiedyś wyborach spośród różnych war­tości. Na ogół szuka się winnych „w zasięgu ręki" lub przenosi się niezadowolenie na osoby w jakikolwiek sposób zależne. Są to mechanizmy dobrze znane i szersze omawianie ich wydaje się zbędne. Mniej natomiast znane są istot­ne przyczyny czyjegoś złego samopoczucia lub też spo­sób, w jaki je interpretujemy, daleko od nich odbiega. Z wyobrażeniami o szczęściu powinna wiązać się kon­cepcja życia, czyli szersze, całościowe ujęcie celów, do realizacji których człowiek będzie dążył, oraz warto­ści, którymi będzie ono wypełnione. Współczesny czło­wiek w tworzeniu jej jest mniej zdeterminowany czynnikami zewnętrznymi, na przykład ograniczenia społeczne wynikające z rozwarstwień klasowych czy różnego rodzaju determinanty obyczajowe, aniżeli to miało miejsce niegdyś. Jest to sytuacja niewątpliwie sprzyjająca organizowaniu własnego życia, pod warun­kiem, że towarzyszy temu wzrost indywidualnej odpo­wiedzialności za podejmowane decyzje i dokonywane wybory. Rozwinięcie tej dyspozycji to sprawa wychowania. Sprawą wychowania jest również kształtowanie stosun­ku dzieci i młodzieży do życia, zarówno w jednostko­wym, indywidualnym, jak i społecznym wymiarze, bo tylko wówczas można mówić o przygotowaniu ich do konstruowania własnej koncepcji życia. Ten ostatni akcent wywołuje często sprzeciw. Twier­dzenie, że dzieci mają decydować o koncepcji własne­go życia wydaje się niekiedy dorosłym co najmniej nieporozumieniem. Jako najważniejszy argument wy­suwa się brak życiowego doświadczenia. Spróbujmy jednak rozważyć rzecz z innego punktu wi­dzenia. Rodzice robią niekiedy „wszystko", aby nie tylko ukształtować dziecko według własnych wyobra­żeń i upodobań, ale także, aby ukierunkować jego ży­cie po dojściu do dorosłości. Jednak na ogół efekt koń­cowy, to znaczy zarówno człowiek jako taki, jak i to, do czego dąży i co sobie w życiu stworzy, odbiega od ukształtowanej przez nich wizji czy modelu; te od­chylenia mogą być większe lub mniejsze, jednak z re­guły są, szczególnie zaś uwidoczniają się po osiągnię­ciu przez dziecko pełnoletności. Jakie mechanizmy udaremniają realizację rodziciel­skich pragnień i oczekiwań? Co powoduje, że dziecko odrzuca wzory życia, niekiedy również wartości, które rodzice usiłują mu przekazać? Mimo zróżnicowania sy­tuacji w indywidualnych przypadkach można wydobyć pewne tendencje o charakterze ogólniejszym: niekie­dy jest to dążenie do zaakcentowania czy nawet za­manifestowania własnej odmienności, odrębności; nie­kiedy ma miejsce odrzucanie czegoś z przekory czy niechęci do podporządkowania się otoczeniu; wreszcie może to być również niemożność przyjęcia z różnych względów koncepcji proponowanej lub narzucanej przez inne osoby. Często elementy postaw, które wy­mieniliśmy, splatają się ze sobą. Czy dokonywane przez dziecko wybory i podejmowane decyzje zawsze są słuszne, prawidłowe, „na miarę" możliwości i sił dziecka? Nie, nie zmienia to jednak niczego w samych mechanizmach dążeń. Można je na­tomiast wykorzystać w procesie wychowania, wprowa­dzając takie elementy oddziaływań, które będą nada­wały dążeniom dzieci świadomy charakter. Narzucanie koncepcji życia wymaga od ro­dziców stanowczości. Jest to równie absorbujące, jak wszelkie inne działania, ale często mało skuteczne i bardzo ryzykowne, ponieważ dziecko, które podpo- rządkowało się dążeniom i pragnieniom rodziców, a do­znało rozczarowań, ocenia swoją sytuację negatywnie, ma do nich żal, pretensje. Słuszniejsze więc wydaje się pobudzanie dziecka do wypracowania własnej koncepcji, przygotowanie je do dokonywania wyborów przemyślanych i podejmowania decyzji, które także zostały przez nie rozważone. In­gerencja człowieka w to, co sobie tworzy, jest ze wszech miar pożądana, a wychowanie ma przygotować do roli twórcy własnego życia. Wszyscy w zasadzie możemy powiedzieć, że nasz start „w dorosłość" był utrudniony przez różne odczuwane niedostatki w przy­gotowaniu do niej. Goethe ujął to po mistrzowsku: „Wszystko ułożyłoby się znakomicie, gdyby można było rzecz powtórzyć". Nawet obiektywnie najlepsze przygotowanie do życia nie chroni człowieka przed popełnianiem błędów i po­myłek, przed niepowodzeniami i trudnościami, zawo­dami; tym bardziej nie jest w stanie uchronić go przed tym narzucony przez kogoś sposób życia, nawet jeśli intencje są najlepsze. Źle czujemy się w cudzym ubraniu, niezręcznie poruszamy się po cudzym miesz­kaniu — czy więc można czuć się dobrze w narzuco­nej przez kogoś koncepcji życia? Czy nie jest wów­czas tak, jakby było ono przykrojone na cudzą mia­rę — dla nas za ciasne, albo zbyt obszerne? Znane porzekadło: „jak sobie pościelesz, tak się wy­śpisz" zakłada osobisty udział w jednym i drugim. W wychowaniu dzieci wprowadzamy do tego pewną modyfikację: „słać" chcielibyśmy sami, od dzieci ocze­kujemy „dobrego wyspania się". Jest to paradoks zro­dzony z najlepszych pragnień i intencji. Do własnych, nie zawsze przemyślanych poczynań trzeba się jakoś ustosunkować, chociażby dlatego, aby nie słuchać irytujących pytań w stylu: „A do kogo właściwie masz pretensję?". Złe konsekwencje cudzych rad wywołują zgoła inne reakcje, przede wszystkim pretensje i niechęć do doradców. Jak już są „winni", cała sprawa przybiera zupełnie inny wymiar. Nie są to oczywiście wszystkie argumenty przema­wiające za tym, że dziecko w miarę dorastania powin­no coraz bardziej przybliżać się do możliwości stwo­rzenia własnej koncepcji życia. Rola rodziców w tym procesie jest trudniejsza i bardziej odpowiedzialna, aniżeli wówczas, gdy coś sobie wymyślimy czy wyma­rzymy i z uporem staramy się to urzeczywistnić. Toteż mało kto może powiedzieć, że z tego zadania wywiązał się dobrze — z korzyścią dla rozwoju dziecka. Wychowanie powinno odegrać znaczącą rolę w rozwi­janiu u dzieci i młodzieży takich właściwości, które będą im pomocne przy planowaniu własnego życia, organizowaniu go i kierowaniu nim. Do podstawo­wych elementów wychowawczego wyposażenia w tej dziedzinie zaliczyć należy: umiejętność myślenia kategoriami realiów, czyli mówiąc inaczej — uwzględniania własnych uzdolnień, możliwości, kwalifikacji, a także tych cech osobowości, od których zależy pomyślna realizacja życiowych za­mierzeń (np. wytrwałość, obowiązkowość itp.), zdolność przewidywania skutków działania, zdolność do obiektywnego oceniania sytuacji, rozwinięte dyspo­zycje do samokontroli i samooceny, umiejętność samodzielnego, przemyślanego dokony­wania wyborów spośród różnych wartości, zdolność do uświadamiania sobie ryzyka podejmo­wanych przedsięwzięć. Każda koncepcja życia taki ele­ment w sobie zawiera, chociaż nie każda jest go warta, na przykład pasożytniczy tryb życia uwalnia człowieka od wielu trudów dnia codziennego, ale prowadzi do społecznej degradacji i egzystencjalnej ruiny. Ciekawe życie, tak bardzo przez młodzież pożądane, musi być wypełnione bogatą treścią, nieschematyczne, skoncentrowane wokół jakiejś idei, pasji. Te rodzą się w człowieku pod wpływem różnych czynników. Wy­chowanie powinno je pielęgnować w sposób szczególny. W kontekście dotychczasowych rozważań nie jest słu­szne również stanowisko tych rodziców, którzy nicze­go wprawdzie nie narzucają, ale również nie starają się dziecku pomóc w rozwinięciu cech, właściwości i umiejętności niezbędnych do planowania i organizo­wania własnego życia. Taka postawa rodzicielska wy­raża się w założeniu „niech sobie radzi samo, nie bę­dzie miało do nikogo pretensji". Jest to przykład cał­kowitego odwrócenia sytuacji, której negatywne skut­ki przedstawiliśmy uprzednio.