A A A

UMIEJĘTNOŚĆ „BYCIA" SOBĄ

Mówiąc najogólniej chodzi o to, aby człowiek we wszystkich sytuacjach czy — jak mówią socjologo­wie — rolach społecznych był naturalny, autentycz­ny, aby jego sposób zachowania odpowiadał struktu­rze jego osobowości, był zgodny z jego poglądami, sto­sunkiem do wartości, jego upodobaniami i zamiłowa­niami, aby odpowiadał jego możliwościom i rzeczywi­stej sytuacji. Do tego trzeba mieć wyrobiony charakter, silne po­czucie godności osobistej, wewnętrzną kulturę, poczu­cie rzeczywistości, samokrytycyzm i chyba również... chociaż trochę poczucia humoru. Wiele osób „gra siebie" w jakiejś niezbyt jasno okre­ślonej roli. Coś się sobie dodaje, coś się niepotrzebnie eksponuje (np. własne zalety, umiejętności, wiedzę), powiela się jakieś cudze wzory, oczywiście z różnych względów imponujące. Ta ekwilibrystyka może funk­cjonować na przemian: raz „gra się siebie", to znów „gra się kogoś". Niektórzy zadziwiają swoją wieloczę-ściowością: w jednych sytuacjach płaszczą się, wręcz rażą uniżeniem i ugrzecznieniem, w innych zaskakują w roli dyktatorów, kacyków i pewnie boleją nad tym, że minął okres „tyranów". Można tak „grać" bardzo długo — dopóki są widzo­wie. W starszym wieku o audytorium nieco trudniej. Pozostaje więc rozgoryczenie, zniechęcenie, pretensje do „świata" lub... pisanie pamiętników. Jakie mechanizmy powodują dodawanie sobie czegoś, kreowanie się na kogoś? Rzecz nie jest trudna do wy- jaśnienia, a sam mechanizm prosty, wręcz pospolity. Kompleksy, poczucie mniejszej wartości, drażliwość na własnym punkcie i chorobliwa ambicja, uświadamia­ne braki, których nie chce się lub nie można usunąć, wreszcie deformacje osobowościowe spowodowane in­nymi czynnikami (np. ukształtowana w procesie wy­chowania postawa „lizusa" czy „donosiciela", który ma równoczesną świadomość swojej przewagi nad ró­wieśnikami) — oto cała tajemnica spektaklu, w jakim uczestniczymy mając do czynienia z „graczami". Przejawy zmanierowania, w którym jest wiele ele­mentów udawania „kogoś", uwidoczniają się dość wy­raźnie u nastolatków. Denerwują one dorosłych, .ale niczego się w ten sposób nie wyjaśnia, niczego nie załatwia. Jaskrawe przejawy zmanierowania to alar­mujący sygnał, że w samym procesie wychowania po­pełnione zostały poważne błędy. Trzeba ustalić ich źródła — bez tego korekta jest niemożliwa. Uwagi krytyczne wymagają delikatności, taktu. W okresie „nastu" lat życia młodzież odczuwa silną potrzebę wyrażania siebie, akcentowania swojej indywidualno­ści. Fakt, że na ogół nie wnosi się niczego oryginal­nego, przeciwnie — bezkrytycznie powiela się wzory popularne wśród rówieśników nie jest przez młodzież brany pod uwagę. Owa „odrębność" zarysowuje się wyłącznie w relacjach dorośli—młodzież. Konformizm wobec grupy rówieśniczej nie jest uświadamiany. Im mniej młody człowiek ma do wyrażenia, tym bar­dziej dąży do identyfikacji z kolegami czy młodzieżą w ogóle (wyraz „w ogóle" ma tu charakter umowny; można mówić o grupach wieku czy tak zwanych prze­działach wiekowych, wtedy , wszystkie na przykład 1(3—25-latki traktowane są łącznie, ale w sensie po­ziomu, uzdolnień, zainteresowań, postaw, ambicji i mo­żliwości jest to populacja bardzo zróżnicowana). Na zadowolenie z całości życia składa się, między in­nymi, świadomość tego, że człowiek był sobą, że miał poczucie własnej autentyczności i nie musiał tracić energii na naginanie siebie do różnych sytuacji wbrew sobie. Jeżeli w kontekście tematu „szczęście" można mówić o sztuce, to „bycie sobą" jest nią niewątpliwie. Opanowanie jej nie jest łatwe, jeżeli w procesie wy­chowania nie zadbano o to w stopniu dostatecznym. Należałoby zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną i złożoną sprawę. W celach wychowania zawarte jest przygotowanie młodego pokolenia do podejmowania różnych zadań, a to wiąże się z pełnieniem różnorod­nych funkcji, „wchodzeniem" w role właściwe sytua­cjom, jakie tworzą dorośli dla realizacji różnorodnych planów, zaspokajania wielorakich społecznych potrzeb. Wokół funkcjonowania w określonych rolach nagroma­dziło się wiele opinii. Jedną z najbardziej rozpowsze­chnionych jest twierdzenie, że „role" zmieniają ludzi, jeżeli nie deformują ich. Potwierdza to niekiedy zu­pełnie potoczna obserwacja życia. Nowe stanowisko czy nowa funkcja, jakiś awans wywołują często tak widoczną i wyraźną zmianę zachowania, że jest to dla otoczenia niemal szokujące. Przyczyny mogą być dwo­jakie: albo rola wyzwala u człowieka pewne dyspo­zycje i właściwości dotąd ukryte, niewidoczne albo zmiana wynika z błędnej interpretacji własnej zmie­nionej sytuacji i przypisywania jej większego znacze­nia, aniżeli ma to miejsce w rzeczywistości. Niekiedy zbytnią wagę przypisuje się do zewnętrznych atrybu­tów stanowiska, a obawa przed utratą autorytetu usztywnia i powoduje sztuczność w zachowaniu się. Jakieś znaczenie wydaje się tu mieć także naślado­wanie sposobu bycia osób, które z różnych względów imponują. W niektórych przypadkach obydwie przyczy­ny mogą się ze sobą łączyć, dając wręcz żałosny efekt.