A A A

WPŁYW DOŚWIADCZEŃ RODZICÓW NA WYCHOWANIE DZIECI

Na związki, jakie zachodzą między postawami rodzi­ców i wychowaniem dzieci, wskazywaliśmy już kilka­krotnie, jednak sprawa ma tak duże znaczenie, że wy­odrębnienie jej w formie podsumowania jest w pełni uzasadnione. Doświadczenia rodziców i ich odbicie w postawach uwidaczniają się w tak wielu dziedzinach, że każda próba klasyfikacji może wydawać się niepeł­na, zwłaszcza gdy rozważania mają charakter ogólny. Toteż omówimy niektóre tylko sprawy, ważne prze­de wszystkim z punktu widzenia tematu książki. Na wstępie parę uwag ogólnych. Jeżeli przyjmiemy, że na indywidualne doświadczenia człowieka składa się suma określonych wiadomości zdobytych na pod­stawie przeżyć i obserwacji, a dotyczących życia, róż­nych jego przejawów oraz otoczenia społecznego (lu­dzi), to może wydawać się usprawiedliwione, a nawet oczywiste, że rodzice usiłują je wykorzystać w orga­nizowaniu dzieciom środowiska wychowawczego, w od­działywaniu na nie. Są jednak również bardzo poważ­ne powody do zastrzeżeń. Wskażemy przynajmniej na niektóre. Indywidualne koleje losu jednostki i jej doświadcze­nia określa wiele czynników i uwarunkowań obiek­tywnych i subiektywnych, zamierzonych i nie zamie­rzonych, sprzyjających lub nie sprzyjających jej roz­wojowi i pozytywnej lub negatywnej ocenie przebiegu własnego życia. Wymienione składniki jednostkowej egzystencji tworzą całość bardzo złożoną, często mało spójną wewnętrznie i jedyną w swoim rodzaju, po- nieważ nie daje się ona powtórzyć w formie identycz­nej wobec zmian, jakie zachodzą w szerszym społecz­nym tle życia. Indywidualne doświadczenia stanowią niewątpliwie bogate źródło refleksji i mogą być przydatne w życiu z innymi ludźmi, we współżyciu pokoleń jedynie pod warunkiem, że bierze się pod uwagę ową zmienność sytuacji i wynikające z niej konsekwencje oraz właś­ciwości wyznaczające odmienność tych, z którymi wchodzimy w bliski kontakt. Doświadczenie może być bardzo pomocne w działaniu człowieka, jeżeli skłania go do głębszego ujmowania spraw, pomaga mu w lep­szym zrozumieniu złożonej struktury zachodzących procesów społecznych i zjawisk społecznych oraz kształtujących się na tym tle nowych potrzeb, dążeń i właściwości ludzi. Doświadczenie traktowane jako suma pewników, które nie podlegają żadnej dyskusji i korektom, a równocześnie wyznaczają postępowanie człowieka, staje się hamulcem jego indywidualnego rozwoju, przyczynia się do popełniania poważnych błędów, zakłóca jego współżycie z otoczeniem, sprzyja powstawaniu sytuacji konfliktowych. Reasumując: do­świadczenie może wzbogacać człowieka i może także przyczyniać się do usztywnienia jego kategorii myśle­nia, zawężenia jego poglądów, może narzucać schema­ty zachowań. W postawach rodzicielskich, jak wynika z badań, a także z obserwacji życia, dominuje często to drugie zjawisko. Rodzice na podstawie własnych przeżyć i wyciąganych z nich wniosków (z reguły subiektyw­nych) dochodzą do pewnych przekonań i im starają się podporządkować proces wychowania dzieci. Poda­my dla ilustracji kilka wariantów sytuacji. Jeżeli w okresie dzieciństwa czy wczesnej młodości odczuwało się brak czegoś, obecnie uważa się za słusz­ne zapewnienie tego własnemu dziecku i to na ogół w nadmiarze, ponieważ działa tu nieuświadamiana po­trzeba zrekompensowania pośrednio własnych niespeł­nionych wówczas pragnień. Dotyczy to przede wszyst­kim materialnej strony warunków życia, różnego ro­dzaju ułatwień, niekiedy także sytuacji, które umow­nie nazwiemy „prestiżowymi". Wyrażają się one w przenoszeniu na dziecko i jego pozycję w grupie ró- wieśniczej, koleżeńskiej własnej aktualnej pozycji spo­łecznej, tego, co wynika z zajmowanego stanowiska, posiadanych wpływów. Dziecko czy dorastający nie zdaje sobie na ogół sprawy z tego, jaką krzywdą jest dla niego takie uprzywilejowanie, jaką stratą dla je­go indywidualnego rozwoju jest korzystanie z wpły­wów rodziców, w jak dwuznacznej sytuacji stawia ich życie w cieniu „wielkości" i „ważności" doro­słych z najbliższego otoczenia społecznego. Korzysta ono z udogodnień, niekiedy „taryfy ulgowej", bo jest to łatwe, przyjemne, stawia ponad rówieśnikami. Oczy­wiście, nie zyskuje mu to uznania w szerokim ich krę­gu, toteż szuka sobie podobnych. W oparciu o taki właśnie mechanizm tworzą się różne tak zwane bana­nowe paczki, młodociane grupy „nadludzi". Niechęć i lekceważenie otoczenia wzmacniają tendencje do wszelkich ekstrawagancji, odwzajemniania się pogar­dą, czego widocznym wyrazem jest łamanie norm mo­ralnych, obyczajowych, niekiedy również prawnych. Czy w takich sytuacjach winna jest wyłącznie mło­dzież? Uważamy, że odpowiedzialność za nie spada na dom, ponieważ z niego musiał wyjść impuls ukierun­kowujący dziecko tak, a nie inaczej. Wreszcie dom aprobował postawy i zachowania, o których trudno powiedzieć, że są niewidoczne, że wymykają się uwa­dze i kontroli dorosłych. Odczuwane we wczesnych latach życia braki są przy­czyną zaspokajania w nadmiarze materialnych potrzeb dziecka, również tam, gdzie sytuacja rodziców wcale nie jest uprzywilejowana. Tu działa zasada: „myśmy tego nie mieli". Podobne zjawisko występuje w samej koncepcji wychowania. Rodzice wychowywani surowo, w atmosferze chłodu i dystansu, są często nadmiernie pobłażliwi, liberalni, pozwalają na wszystko, nie wpro­wadzają żadnych niezbędnych dla zdyscyplinowania dziecka i jego społecznej edukacji nakazów i zakazów. „Szczęśliwe dzieciństwo" utożsamia się w takich przy­padkach z „wolnością", która zresztą szybko prze­kształca się w samowolę i staje się źródłem licznych kłopotów i trudności dziecka w środowisku pozaro­dzinnym. Z czasem dom także zaczyna reagować, ale na ogół dopiero wtedy, gdy dziecko zbytnio dorosłym przeszkadza lub staje się szczególnie kłopotliwe. Rodzice, którzy sami należeli do tak zwanych trud­nych dzieci i z perspektywy czasu mogą ocenić kon­sekwencje różnych własnych „wybryków", wprowa­dzają do wychowania dzieci nadmiar zakazów i rygo­rów, są bardzo surowi, nieufni, podejrzliwi. Przenosi się na dziecko własne dawne wady czy braki w wy­chowaniu i dla jego „dobra" wprowadza się domowy „reżim". Niekiedy w sposób całkowicie bezrefleksyjny przenosi się wzory wychowania wyniesione z domu rodziciel­skiego na własną rodzinę. W zmienionych warunkach życia mogą one również nie przylegać do rzeczywisto­ści. Z podanych przykładów wynika, że wprowadzanie do życia rodzinnego elementów, które są niejako odwrot­nością własnych doświadczeń lub biernym powiela­niem wzorów utrwalonych w świadomości,- nie tylko niczego nie zabezpiecza, ale tworzy nowe trudne sy­tuacje. Drugim bogatym źródłem doświadczeń rodziców jest okres ich dorosłości i wszystkie towarzyszące mu sy­tuacje. Doznane zawody i rozczarowania rodzą potrze­bę uchronienia przed nimi własnych dzieci. Intencje dobre, ale nie one decydują o jakości procesu wycho­wania i jego wynikach. Tu liczą się cele wychowania i służące ich realizacji właściwie dobrane środki pe­dagogicznego oddziaływania na młode pokolenie. W omawianej dziedzinie obserwuje się ogromną różno­rodność zjawisk. Mogą one dotyczyć koncepcji życia i stosunku do wartości, mogą dotyczyć spraw bardziej szczegółowych jak stosunek do ludzi, do płci przeciw­nej, do takich instytucji jak małżeństwo, rodzina. Je­żeli kogoś różne formy społecznego angażowania się rozczarowały, usiłuje niekiedy skoncentrować całą uwagę dzieci na sprawach wymiernych, konkretnych, dających człowiekowi bezpośrednią korzyść. Tym dąże­niom towarzyszy wpajanie instrumentalnego traktowa­nia wszelkich spraw. Mówiąc prościej — liczy się tyl­ko to, z czego jest korzyść osobista. Nie zawsze doświadczenia rodziców wiążą się z rozcza­rowaniami osobistymi. Może to być również próba przekazywania stosunku do życia ukształtowanego we własnym domu rodzinnym. Od własnych rodziców przejęło się pewien sposób myślenia o życiu i o tym, co się w nim liczy. Osobiste doświadczenia, własny w ciągu wielu lat rozwój indywidualny, edukacja, jakiej było się poddawanym, w niczym nie naruszyły sche­matu przyjętego w okresie wczesnej młodości. Na specjalną uwagę zasługuje wpływ doświadczeń do­rosłych na kształtowanie się u dzieci stosunku do lu­dzi. Banałem jest stwierdzenie, że są wśród nich war­tościowi, uczciwi, a także są ci „inni". Nikt nigdy nie usiłował ująć tych proporcji statystycznie i nie bez przyczyny. Problem nie do rozwiązania od strony me­todologicznej. Jednak każdy człowiek ma w tej kwes­tii własne zdanie, w którym warstwa subiektywizmu jest niewątpliwie duża. Takie doświadczenia, jak już mówiliśmy, wcześnie zdobywają dzieci i młodzież. Dla nich jednak ważna jest sprawa ogólniejsza, mianowicie: jacy są ludzie w ogóle, jak ukształtować do nich swój stosunek, jak z nimi współżyć, aby nie czuć się zagrożonym lub nara­żonym na rozczarowania. Przed takimi problemami staje każde młode pokolenie. Jeżeli dom stara się wpoić nieufność do ludzi, to albo jest ona przejmowa­na i deformuje życiową postawę najpierw bardzo mło­dego człowieka, a potem już dorosłego, albo też jest odrzucana generalnie, co w rezultacie rodzi łatwo­wierność, nie sprzyja wyrobieniu sobie _ właściwego sądu o ludziach, naraża na pomyłki i rozczarowania, często poważne w konsekwencjach. Każda skrajność jest szkodliwa i nie tylko przed ni­czym nie chroni, ale już na początku drogi młodego pokolenia wyznacza jednostronny kierunek nastawień. Zadaniem rodziców jest uczenie dzieci rozumienia lu­dzi i ich obiektywnego oceniania. Za „własną naukę" w tej dziedzinie — a przez taki „kurs" każdy człowiek przechodzi, tylko jedni są przygotowani dobrze, a in­ni źle — płaci się często bardzo wysoką cenę. Osobis­te doświadczenia dorosłych powinny 6tanowić czyn­nik wzbogacający ich działalność wychowawczą, a nie jednostronnie determinujący. Każde pokolenie żyje w innych warunkach, w kręgu innych problemów, zmie­niają się także motywy działania ludzi, ich dążenia i życiowe nastawienia. Ma to duży wpływ na dobre lub złe stosunki międzyludzkie, toteż mechaniczne przenoszenie jakichkolwiek uogólnionych opinii nie ma racji bytu.