ZDOLNOŚĆ PRZEZYWANIA RADOŚCI
„Nie depcz po piętach smutkowi, bo może się odwró-
cić" — mówi wschodnie przysłowie. Wiele czynników
składa się na to, w jakim świetle człowiek odbiera
otaczający go świat, czy rysuje mu się on w barwach
wyłącznie czarnych lub szarych, czy też widzi jasne
strony swojej egzystencji. Optymizm czy pesymizm
życiowy ma bardzo istotne znaczenie w omawianej
problematyce szczęścia i nie mniej, aniżeli inne poru-
szane sprawy, wiąże się z zagadnieniami wychowaw-
czymi. Te związki uwidaczniają się w dwóch płasz-
czyznach: jedną stanowi sposób kształtowania osobo-
wości dzieci w całym systemie oddziaływań, drugą —
gromadzone przez nie obserwacje, a także własne do-
świadczenia i koleje losu. 117
Dziedziną bardzo zaniedbaną w procesie wychowania jest rozbudzanie i rozwijanie dyspozycji do przeżywania radości, cieszenia się. Ta niezwykle cenna cecha charakteru w ogóle jest mało doceniana. Uważa się często, że optymizm czy pesymizm to nie podlegające żadnym modyfikacjom dyspozycje psychiczne, z którymi człowiek przychodzi na świat. Raz szuka się związków w czynnikach dziedzicznych, to znów łączy się uwarunkowania dziedziczne z ogólną psychofizyczną konstytucją człowieka. Rzadko dostrzegana jest możliwość kształtowania się wymienionych cech w trakcie wychowania, rzadko również bierze się pod uwagę wpływ doświadczeń dziecka na jego stosunek do życia.
Niewiele wnosi do praktyki pedagogicznej fakt, że sami dorośli stwierdzają niejednokrotnie, iż kiedyś (czy także) byli optymistami, ale na przykład „życie ich z tego wyleczyło". Podobne stwierdzenia potwierdzają założenie, że postawa wobec świata ludzi ulega modyfikacjom pod wpływem różnych czynników. Jeżeli ulega ona zmianom, to może być również modelowana w sposób korzystny dla ogólnego rozwoju osobowości.
Cytowany w pierwszym fragmencie książki Władysław Tatarkiewicz pisze: „Czy człowiek jest szczęśliwy, to zależy nie tylko od tego, co go w życiu spotyka, ale i od tego, jak reaguje na to, co go spotyka. Aby być zadowolonym, nie dość jest mieć majątek, zdrowie czy urodę, lecz trzeba ponadto w nich znajdować upodobanie, a przy pewnym usposobieniu nawet choroba, ubóstwo i brzydota nie odbierają zadowolenia z życia."
Przyjmując, że osobowość dziecka kształtuje się przez długi okres czasu i przez różne wpływy, możemy stwierdzić, że również stosunek dziecka do tego, co je spotyka, uwarunkowany jest wieloma czynnikami. Niektóre omówimy nieco szerzej.
W wielu środowiskach rodzinnych ceni się u dziecka wyłącznie takie dyspozycje, jak uzdolnienia, inteligencja, ambicja nie doceniając równocześnie znaczenia innych, na przykład zdolności do przywiązywania się do czegoś, wiązania się z czymś emocjonalnie, zamiłowań, 118 osobistych pasji. Zdecydowane preferowanie pierw-
szych powoduje u rodziców koncentrację uwagi na rozwijaniu tych właśnie cech. Towarzyszą temu na ogół zaniedbania w innych dziedzinach oddziaływania na osobowość, a nawet błędy wychowawcze. W badaniach spotkaliśmy się z twierdzeniami, że brak dyspozycji do przywiązywania się do czegoś, kochania czegoś czy kogoś może mieć w rezultacie dodatnie znaczenie, ponieważ chroni przed rozczarowaniami, w mniejszym stopniu naraża człowieka na wstrząsy, zwiększa jego dystans wobec otaczającego świata, wobec ludzi, z którymi wchodzi w różnego typu kontakty.
Oschłość i umiejętność kalkulowania określane były przez pewną grupę rodziców jako cechy korzystne dla dziecka, jeżeli zważyć, że angażowanie się w sprawy innych ludzi oraz spontaniczność świadczeń na ich rzecz narażają niekiedy na przykrości, komplikują życie, nie zawsze są doceniane przez otoczenie. Rodzice stwierdzali wprawdzie, że wymienione cechy nie wpływają dodatnio na kształtowanie się stosunku młodszego pokolenia do starszych członków rodziny, ale — ich zdaniem — z punktu widzenia interesów dziecka są lepsze.
Przedstawiliśmy bardzo swoisty sposób asekuracji dziecka przed ewentualnymi niepowodzeniami czy przykrymi przeżyciami, tym dziwniejszy, że nie ma żadnej pewności co do tego, na ile i w jakim stopniu może on być skuteczny. Nie uwzględnia się tu również faktu, że jednostki najbardziej nawet oschłe, wyrachowane mogą odczuwać — i na ogół odczuwają — potrzebę różnego rodzaju świadczeń ze strony innych ludzi, że ich życiowe oczekiwania zawierają także elementy, których u siebie się nie docenia, ale które ceni się u innych w kontekście własnej osoby, własnych potrzeb.
Aby umieć cieszyć się życiem, trzeba w coś wierzyć, trzeba być do czegoś przywiązanym, trzeba coś lubić. W tych płaszczyznach rozważa problem szczęścia jednostki Władysław Tatarkiewicz. I — jego zdaniem — nie jest dla szczęścia człowieka obojętne, w co się wierzy, co się kocha i co się robi.
„Od milionów lat kwiaty mają kolce" — to znane powiedzenie Saint Exupery'ego. Emocjonalne wiązanie
się z czymkolwiek niewątpliwie zawsze zawiera w sobie element ryzyka, jednakże całkowite wyłączenie zarówno tej dyspozycji, jak i związanych z nią niebezpieczeństw jest nierealne, a ponadto nie jest wcale pożądane. Pokonywanie trudności, możność dokonywania porównań wzbogacają życie człowieka i przy odpowiednich nastawieniach psychicznych sprzyjają intensyfikacji zadowolenia.
Mówi się — pół żartem, pół serio — że „nic tak nie podnosi na duchu, jak cudze kłopoty". Znaczy to, że przez porównanie cudzej i własnej sytuacji wzmaga się pozytywna samoocena własnego życia. Nie jest to może zbyt piękna właściwość natury człowieka, ale nie należałoby również przesadzać w jej negatywnym ocenianiu. Wyłączając przypadki, kiedy ktoś odczuwa radość z cudzego nieszczęścia czy niepowodzenia, można powiedzieć, że takie porównania pozwalają nam na pełniejsze uświadamianie sobie tego, co w naszym własnym życiu stanowi wartość, a przez swoją codzienność i przyzwyczajenie do niej straciło swoją ostrość, przestało być źródłem radości, ponieważ rzecz traktujemy jako naturalną, zwyczajną, oczywistą. Własne zdrowie, zdrowie najbliższych zaczynamy doceniać jako wartość samą w sobie nie tylko wtedy, gdy ją utracimy, ale także dostrzegając jej brak u innych ludzi. Zadowolenie z własnego prywatnego życia może ulec wzmocnieniu w zestawieniu z sytuacjami konfliktowymi przeżywanymi przez inne osoby. Czym jest posiadanie własnego domu, mimo takich czy innych w nim braków, uświadamiamy sobie silniej wówczas, gdy z różnych powodów musimy korzystać z cudzej gościnności lub gdy zbyt długo przebywamy poza domem. Przykłady można mnożyć i uzasadnień nie wymagają. Dokonywanie porównań jako jeden z czynników oceny własnego życia stanowi nierozłączny element egzystencji człowieka. Przy deformacjach charakterologicznych może on na tę ocenę wpływać zdecydowanie ujemnie, na przykład gdy czyjaś uwaga koncentruje się wyłącznie na odczuwanych we własnym życiu brakach i cudzych osiągnięciach.
Dokonywanie porównań funkcjonuje w aspekcie wielowymiarowym, między innymi w aspekcie własnych 120 doświadczeń lub oczekiwań. Najmniej korzystne dla
ogólnego rozwoju dziecka może być połączenie wniosków z własnych złych przeżyć z pragnieniem jego szczęścia w interpretacji bardzo subiektywnej. Wówczas pojawia się najczęściej wymieniana już wcześniej nadmierna skłonność do chronienia dziecka przed przyszłymi niepowodzeniami czy rozczarowaniami. Słuszniejsze wydaje się uodpornianie na trudności oraz rozwijanie takich cech i dyspozycji, które ogólnie rzecz biorąc mogą stanowić czynnik pomagający w organizowaniu własnego życia i współżycia z innymi ludźmi.
Umiejętność cieszenia się życiem pozostaje w ścisłym związku z rozwojem emocjonalnym dziecka, z zaspokajaniem w procesie wychowania jego potrzeb psychicznych, a także z racjonalnym zaspokajaniem potrzeb biologicznych i materialnych. W książce kilkakrotnie używaliśmy wyrazu „potrzeba" nie podając jego strony znaczeniowej. Dla lepszego zrozumienia niektórych zawartych w niej myśli lukę tę należałoby uzupełnić.
W literaturze można znaleźć szereg definicji potrzeb psychicznych. Oto niektóre spośród nich:
J. Reykowski uważa, że potrzeby są „właściwościami osobowości człowieka mającymi charakter wymagań, bez spełnienia których osobowość nie może prawidłowo funkcjonować, rozwijać się, nie może egzystować" 1,
K. Zagórski określa potrzeby jako „... stan organizmu wywołujący potencjalną aktywność ukierunkowaną w stronę pewnych wartości, których osiągnięcie prowadzić ma do zapewnienia organizmowi stanu pożądanego zarówno pod względem biologicznym, jak i psychologicznym" 2,
K. Obuchowski uważa potrzeby za „... pewne swoiste siły popychające do działania określonego rodzaju" *.
Wiadomo, że potrzeby psychiczne stanowią bardzo waż-
1 J. Reykowski Z zagadnień psychologii motywacji. Warszawa 1970.
K. Zagórski Psychologiczne aspekty potrzeb ludzkich. „Studia Socjologiczne" nr 2/1966.
K. Obuchowski Psychologia dążeń ludzkich. Warszawa 1972.
ny mechanizm ludzkiego działania; mechanizm nabywany i kształtowany w toku całego życia człowieka. Wiążą się one ze społecznym tłem życia i ulegają zmianom wraz ze zmienianiem się warunków społecznej egzystencji w poszczególnych epokach. Psychicznymi potrzebami człowieka — ich powstawaniem i funkcjonowaniem, możliwością kształtowania ich, skutkami niezaspokajania — interesują się przede wszystkim takie dyscypliny naukowe jak: psychologia, socjologia, pedagogika, neurologia i psychiatria. W praktyce wychowawczej rodziny ma miejsce kształtowanie potrzeb psychicznych oraz ich zaspokajanie. W tych dwóch płaszczyznach przebiegają procesy decydujące zarówno o jakości, formacie osobowości dziecka, jak i jego zdrowiu psychicznym. Psychologowie podają różne klasyfikacje potrzeb; niektóre są bardzo rozbudowane. Im bogatsza osobowość, tym jednostka odczuwa więcej potrzeb psychicznych. Autorzy w zasadzie zgodni są jednak co do tego, że istnieje pewna grupa tak zwanych potrzeb podstawowych, najważniejszych z punktu widzenia rozwoju osobowości i jej prawidłowego funkcjonowania. Należą do nich:
potrzeba bezpieczeństwa,
potrzeba kontaktów z innymi ludźmi,
potrzeba sensu życia,
potrzeby poznawcze.
Na zaspokajanie potrzeby bezpieczeństwa zwraca się szczególną uwagę, ponieważ od tego zależą dobre, niezakłócone konfliktami kontakty dziecka z otoczeniem, ze środowiskiem oraz psychiczna odporność, wytrzymałość na nieuniknione w życiu trudności i frustracje.
Skoro, jak powiedzieliśmy, trudności czy sytuacje udaremniające zaspokojenie innych potrzeb są nieuniknione — poczucie bezpieczeństwa nigdy nie może być zaspokojone całkowicie. Nie jest to zjawisko dla człowieka niekorzystne — pobudza go do aktywności, może być twórczym bodźcem rozwojowym, pod warunkiem, że potrafi rozumnie kierować swoim życiem, że jest do niego dobrze przygotowany. Potrzeby, nawet najbardziej dla nas ważne, jeżeli 122 są zaspokajane w pełni, regularnie, bez żadnych za-
kłóceń ■— zdaniem psychologów — powodują spadek intensywności przeżywania zadowolenia, oddalają od szczęścia (S. Garczyński). Jednakże ów margines niepewności czy odczuwanego zagrożenia nie może być tak duży, żeby zakłócał równowagę między jednostką i środowiskiem, żeby burzył całkowicie jej wewnętrzny spokój.
Potrzebę bezpieczeństwa zapewniają dziecku następujące czynniki życia rodzinnego:
świadomość więzi uczuciowej z rodzicami, ich troskliwość, serdeczność, akceptacja i szacunek;
konsekwentny system wychowania, w wyniku którego sytuacja dziecka jest jasna: wie, czego od niego dorośli oczekują i co wolno mu robić, a czego robić nie powinno;
taki układ stosunków między dorosłymi członkami rodziny, zwłaszcza rodzicami, aby dziecko nie przeżywało lęku przed utratą któregoś z nich, utratą domu w pełnym tego słowa znaczeniu;
spokojna, pogodna atmosfera domu bez obciążających psychikę napięć, bez wyczuwalnej obcości, która rodzi zniechęcenie i znużenie, bez męczących i irytujących ciągłych narzekań;
poczucie, że jest się dorosłym potrzebnym, że można także dla nich coś zrobić, że umie się coraz więcej, jest się lepiej z każdym dniem przygotowanym do dorosłego życia.
Potrzebę kontaktu z innymi ludźmi za-spokaja się nie tylko w ramach niezbędnych styczności społecznych (zawodowych, sąsiedzkich, innych) czy stosunków towarzyskich. Każdy odczuwa potrzebę czegoś więcej — bliskości psychicznej z drugim człowiekiem, z której z reguły brakuje w innych układach. W tej płaszczyźnie rodzą się takie uczucia, jak miłość i przyjaźń.
W ramach kontaktu z innymi ludźmi zaspokajamy także potrzebę szacunku, uznania, solidarności, wreszcie potrzebę przynależności. Wszystko to daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa oraz zaspokaja jego potrzebę sensu życia.
Uważa się, że „... znalezienie sensu własnego życia jest niezbędnym warunkiem normalnego funkcjonowania" K
1 Tamże, s. 244.
Zwracaliśmy na tę sprawę uwagę już kilkakrotnie podejmując różne tematy szczegółowe. W tym miejscu chcemy jedynie podkreślić jeszcze raz, że koncepcję życia, jego sens tworzy się sobie samemu; narzucona, nawet najlepsza, zawsze będzie cudza, a więc obca. Znalezieniu sensu życia przypisuje się w ogólnej problematyce potrzeb dominujące znaczenie. Zaspokojenie tej potrzeby nie jest możliwe w atmosferze odczuwanego lęku, poczucia zagrożenia; nie jest również możliwe bez kontaktów z innymi ludźmi. Na tej tak ważnej drodze trudno osiągać same sukcesy, trudno o tak zwane łatwe życie, o ile nie jest ono celem samym w sobie. Wówczas jednak wychodzimy już ze sfery rzeczywistych wartości, a przenosimy się w sferę pseudowartości.
Potrzeby poznawcze, jakkolwiek wyodrębniane, stanowią część składową wszystkich potrzeb człowieka. Do potrzeb poznawczych zalicza się potrzebę wiedzy, zrozumienia, samorealizacji, potrzeby estetyczne. Odgrywają one istotną rolę w przystosowaniu jednostki do wymagań, jakie stawia społeczeństwo; prawidłowo rozwijane i zaspokajane sprzyjają nawiązywaniu kontaktów emocjonalnych. Problematyka potrzeb psychicznych wykracza daleko poza to, co poruszone zostało w książce. Ograniczyliśmy się wyłącznie do zasygnalizowania niektórych tylko kwestii. Toteż chcemy podkreślić, że w pełni uzasadnione jest przekonanie, iż dobra orientacja w poruszonym zagadnieniu może pozwolić na uniknięcie niekiedy bardzo poważnych błędów wychowawczych. Rodzice z braku odpowiedniego przygotowania często komplikują i udziwniają proces wychowania; angażują wiele sił i środków w sprawy zupełnie drugorzędne lub nie mające żadnego pozytywnego znaczenia, natomiast nie przywiązują wagi do tego, co służy pomyślnemu rozwojowi dziecka.
Warto więc czasami sięgnąć do teorii (tak jak to robimy przecież przygotowując się do innych, równie lub znacznie mniej ważnych czynności) po to, aby nie szkodzić dziecku, nie stwarzać jemu i sobie trudnych sytuacji. To nie teoria czy teoretycy komplikują sprawy wychowawcze. Komplikują je rodzice, bez wzglę-
spowodowane nadmiarem obowiązków lub nadmiernie rozbudowanym planem życiowych zamierzeń. Dyspozycje do przeżywania radości rozwijają się najpełniej w atmosferze wolnej od napięć, lęku, przytłoczenia obecnością dorosłych i ich nastrojami, humorami, konfliktami.
Każda rodzina przeżywa okresy trudne. Dzieci albo wyczuwają zmartwienia rodziców, albo dowiadują się o nich, uczestniczą w nich. Jest jednak zasadnicza różnica między smutkiem czy przygnębieniem, wynikającym z dzielenia z dorosłymi ich kłopotów i trudności, a lękiem i zgaszeniem, jakie wywołuje zła atmosfera w rodzinie. Gdy trudności mijają, radość powraca. Długotrwałe napięcie pozostawia w psychice dziecka silne ślady traumatyczne, których na ogół nic nie jest w stanie usunąć. Najłagodniejszą konsekwencją skażenia psychiki lękiem i smutkiem jest pozbawienie możności przeżywania intensywnej radości. Trudne . jest życie dziecka z takim wyposażeniem na przyszłość.
Autokratyczny styl kierowania dzieckiem osłabia w nim, a niekiedy zabija zupełnie, poczucie pewności siebie, wiarę we własne możliwości, własne siły, poczucie własnej wartości. Łatwo zauważyć, że dzieci rodziców o skłonnościach do despotyzmu, narzucających swoją wolę i poglądy są jakieś „nijakie" — często ogólnie rzecz biorąc pozytywne, ale pozbawione indywidualności, szare, mało energiczne. Niektóre spośród nich usiłują to kompensować agresją, co rodzi dodatkowe obciążenie psychiczne, ponieważ nie eliminuje lęku i poczucia zagrożenia, a wymaga dodatkowej mobilizacji sił.
Silne zdeterminowanie osobowością wychowawcy rodzi często bierność, obojętność, apatię, brak zainteresowania dojściem do czegoś samemu, paraliżujące poczucie niezręczności we wszystkim, co się mówi, robi. Jeżeli nawet pod wpływem innych czynników utrzymuje się gotowość do działania, aktywność, to nie towarzyszy jej niezbędne dla przeżywania satysfakcji poczucie pewności siebie, pewności, że wykonywana praca jest wartościowa, że samemu jest się kimś. Omawialiśmy sprawy chyba bliskie i dobrze znane wielu czytelnikom. Rzadko zastanawiamy się nad tym, 127
dlaczego reagujemy na pewne sytuacje tak, a nie inaczej. Raczej wiele rzeczy kładzie się na karb bieżących trudności, zmęczenia, złego stanu zdrowia, zwłaszcza stanu nerwów. Wydaje nam się, że gdyby sprawy układały się inaczej, zgodnie z oczekiwaniami, bylibyśmy inni. Nie w każdym przypadku jest to słuszne. Bywa przecież, że wszystko układa się dobrze, a my funkcjonujemy tak, jakby jakiś wewnętrzny mechanizm się zatrzymał lub popsuł. Kiedy mówimy „cieszę się", brak w tym dźwięku, jak gdyby pękła w nas jakaś struna. Często pęka ona już w dzieciństwie. W dorosłym życiu to waży więcej na całym losie człowieka, aniżeli stan posiadania, pozycja, stanowiska.
Nie można kupić sobie prawdziwych przyjaciół, jak mówił Lis w Małym Księciu. Nie można też kupić radości. Można jedynie usiłować ją sobie „sprawiać", ale bez dyspozycji do jej przeżywania będzie to zawsze tylko jej namiastka.
Wreszcie, aby rozwinęły się u dziecka dyspozycje do przeżywania i wyrażania radości niezbędna jest rozumnie roztaczana nad nim opieka. Wprowadzony wyraz „rozumnie" oznacza, że nie powinny ulec zakłóceniu proporcje między kontrolą i ingerencją rodziców a swobodą dziecka. Właściwe wyważenie tych obu czynników nie jest rzeczą łatwą, toteż na ogół obserwuje się różnego rodzaju przegięcia. Była już mowa o tym, że rodzice albo pozostawiają dziecku nadmiar swobody, albo roztaczają nad nim nadmierną kontrolę, czemu nierzadko towarzyszy brak zaufania. Upowszechniana wiedza z zakresu rozwoju i wychowania dziecka także nie zawsze jest właściwie wykorzystywana i interpretowana. Jeżeli wyrwie się z kontekstu szerszych rozważań jakiś jeden element, można, pozornie zgodnie z teorią, bardzo zagmatwać proces wychowania w rodzinie. Tak niekiedy bywa z interpretacją konieczności zaspokajania potrzeby bezpieczeństwa. W dążeniu do realizacji tego postulatu pedagogicznego można doprowadzić do całkowitego pozbawienia dziecka samodzielności, inicjatywy, poczucia pewności siebie. Z kolei nadmiar swobody bardzo zawęża zakres wychowawczych oddziaływań rodziców, 128 poza tym naraża dziecko na niebezpieczeństwa.
Dziecko musi znać swoje prawa i obowiązki, musi znać granice swobody (całkowite pozbawienie jej lub krańcowe ograniczenie wyklucza możliwość nauczenia się właściwego korzystania z niej), musi pod opieką i kierunkiem dorosłych zdobywać coraz lepsze rozeznanie w tym, jakie formy zachowania, jakie rodzaje działalności są korzystne dla jego własnego rozwoju i mogą być korzystne w kontaktach z innymi ludźmi, z szerszym otoczeniem społecznym.
Mówiliśmy już o roli czynnika ambicjonalnego w subiektywnych wyobrażeniach o szczęściu dziecka. Warto jednak jeszcze wrócić do tej sprawy w aspekcie dyspozycji do przeżywania radości. Chodzi o stawiane dziecku przez rodziców zbyt wygórowane wymagania. Jest rzeczą oczywistą, że wybitne uzdolnienia powinny być otaczane szczególną opieką. Nie bez racji podkreśla się obecnie także społeczną szkodliwość marnowania talentów, niedostateczną troskę o ich wczesne wykrywanie, niedoskonałość samej techniki. Natomiast nieporozumieniem jest „dorabianie" do dziecka teorii o wybitnych uzdolnieniach lub też mylenie tylko zdolności z talentem. Te sprawy rozstrzygać mogą wyłącznie specjaliści i do ich wskazówek należy się stosować.
Większość dzieci należy do grupy bardziej lub mniej uzdolnionych. Mogą one osiągać bardzo dobre czy dobre wyniki w nauce, mogą — przy korzystnych warunkach domowych, własnej pracowitości, systematyczności i obowiązkowości — stawać się w szkole tak zwanymi prymusami, ale z tego faktu nie wynika jeszcze ich utalentowanie.
Ustalenie stopnia uzdolnień dziecka wymaga dużej precyzji i fachowości. Tu nie można kierować się przesłankami subiektywnymi, ambicjami, odwoływaniem się do uzdolnień czy ich braku u rodziców. Stosunek rodziców do sprawy wybitnych uzdolnień jest zróżnicowany: jedni chcieliby tego dla dzieci i uważają, że przy ich pomocy oraz wkładzie pracy samego dziecka można osiągnąć wszystko; drudzy twierdzą, że talent czy wybitne uzdolnienia bardzo utrudniają proces wychowania i dziecku także to na dobre nie wychodzi, ponieważ staje się ono jakieś „inne" aniżeli rówieśnicy, nie może znaleźć przyjaciół. Dodaje
9 Szczęście dziecka
się także niekiedy, że ludzie wybitnie zdolni nie są doceniani. Trzecie stanowisko ma charakter relatywny — rodzice specjalnie nie angażują się w sprawę, uważając, że jeżeli dziecko jest wybitnie uzdolnione to w każdej sytuacji da sobie radę. Każde z wymienionych stanowisk jest błędne. Najbardziej korzystne warunki i intensywna praca talentu „nie stworzą"; marnowanie wybitnych uzdolnień to marnowanie wielkiej, niepowtarzalnej szansy; talent nie rozwijany przestaje być talentem. W rozumieniu potocznym wybitne uzdolnienia kojarzą się wyłącznie z dyspozycjami czy właściwościami intelektualnymi (umysłowymi). Ale przecież można być także wybitnie uzdolnionym manualnie (tzw. „złote ręce" do wszystkiego), można posiadać wybitne zdolności organizatorskie — bardzo cenne i potrzebne w różnych dziedzinach życia społecznego, można być wreszcie tak zwanym „urodzonym przywódcą". Najbardziej przez wychowawców cenione są jednak xzdolnienia intelektualne i z nimi wiąże się marzenia o sławie dziecka, jego pozycji społecznej. Możliwości w zakresie wykazywania się zdolnościami jest dużo, tylko my kierując się przesłankami subiektywnymi dokonujemy selekcji — jedne uzdolnienia zdecydowanie preferujemy, inne wydają nam się mniej wartościowe.
Wygórowane wymagania w stosunku do dziecka wynikają ze stworzonej sobie wizji „przyszłościowej". Podkreślaliśmy już, że jest ona bardzo mglista, iluzoryczna, zbyt ogólna jak na późniejsze życie dorosłego człowieka, którego bieg i kształt zależy od tak wielu czynników.
Nadmierne wymagania w każdym przypadku stanowią poważne dla dziecka obciążenie psychiczne. Dzieci wcześnie zaczynają się orientować, czego rodzice od nich' oczekują, jak je sobie wyobrażają. Jedne przyjmują wszystko za „dobrą monetę", nabierają zbyt wygórowanego mniemania o sobie, ulegają fascynacji owych wizji. Napotykane niepowodzenia i trudności odczuwają jako niesprawiedliwość, przejaw zazdrości ze strony otoczenia, nieżyczliwość. Obraz świata, praw, jakie nim rządzą, ulega zniekształceniu. Rodzi się zniechęcenie, rozgoryczenie, poczucie braku perspektyw.
Inne — starają się za wszelką cenę nie zawieść rodziców. Tu każde niepowodzenie urasta do rangi sprzeniewierzenia się, niemal zdrady zwłaszcza, że rodzice wiele wymagający raczej rzadko wspomagają działania dziecka przez zachętę, dodawanie wiary we własne siły, podkreślanie, że trudności są rzeczą naturalną i w pokonywaniu ich człowiek również wyraża swoją wartość. Częściej reagują niezadowoleniem, dezaprobatą, zniecierpliwieniem. Wzmaga to u dziecka stan wewnętrznego napięcia, jeszcze bardziej obniża zdolność do efektywnego działania, tłumi dyspozycje do cieszenia się życiem.